Pani Matka

Żadnych dzieci zimą!

Nie rodźcie dzieci zimą. Mówię Wam to ja, styczniowa dziewczyna. Mówię Wam to ja, mama styczniowej dziewczyny.

Kiedy byłam jeszcze w ciąży kumpela zapytała mnie (M. pozdrawiam 😊) „Ale w styczniu się urodzi? Kiepsko to zaplanowaliście. Nie będzie mogła robić grilla z okazji urodzin”. Myślę sobie (ja – styczniowa dziewczyna), że nigdy mi przykro nie było, że urodzin świętować nie mogłam przy grillu. Nic to, że dziecko się w zimie urodzi.

A potem przyszła rzeczywistość, smutniejsza niż brak grillowanej kiełbasy na mrozie. I pominę tu fakt szukania zimowej kurtki na wieloryba (czytaj: mnie pod koniec ciąży), bo to da się przeżyć. Ale jak już dziecię na świat przyszło, to najpierw, w szpitalu jeszcze, okna nawet uchylić nie wolno było. A nie pytajcie mnie jak ja się czuję bez dopływu świeżego powietrza przez pięć dni. Potem ze szpitala trzeba było wyjść. A ja jako wieloryb do szpitala weszłam i jako wieloryb z niego wyszłam. Plan ubrania zimowych butów na moje opuchnięte stopy (a uwierzcie, nie wiedziałam, że stopy mogą tak spuchnąć) spełzł na niczym. Na boso zimą kiepski pomysł. Dobrze, że mąż przywiózł adidasy… bez sznurówek 😊 Spoko, i tak się wracał, to sznurówki dowiózł później. Ja ubrana, ale teraz jeszcze dziecię. A dziecię wieloryba wcale wielorybem być nie musi. Nasza córa okazała się mini krasnalem. W kombinezon się zmieściła i co najmniej jeszcze jeden taki bobas by się zmieścił. Głowa wystawała jej mniej więcej w połowie wysokości kombinezonu (dobrze, że kombinezon rozsuwany na całej długości, bo inaczej wrzucalibyśmy dziecko w przepastny wór). Dziś już mnie to bawi, wtedy niekoniecznie.

20180206_142036

Ufff, dotarłyśmy do domu. Myślicie, że lepiej? Najpierw mrozy, więc dziecko za małe i niezahartowane. Siedzimy w domu. Tydzień. Drugi. Chodzę po ścianach, bo gdzieś chodzić muszę. Nareszcie, werandujemy się. Czapka, kombinezon, krem do buzi. Wrzask. Kupa. Dosłownie. Rozbieramy, przewijamy i zabawa od nowa. A wszystko dla całych 10 minut na balkonie. Jak doszłyśmy do etapu prawdziwych spacerów, wcale nie było lepiej. Czapka, kombinezon, krem do buzi. Wrzask. A jak się znosi wrzeszczące dziecko w kombinezonie przeczytacie tutaj.

Relaksująca kąpiel dla bobasa? Nie w zimie. Najpierw pozamykaj wszystko, co się da. Nie chodź zbyt szybko, żeby nie robić przeciągu (pozdrawiam mamo). Kaloryfery na fulla, chociaż pot już Ci spływa z czoła. Rozbierz dziecko z siedmiu warstw. Zrób to wystarczająco szybko, żeby woda w wanience nie ostygła. Wystartuj w zawodach na szybkość zawijania dziecka w ręcznik, żeby nie owiało. Wysmaruj dziecko kremem tak, żeby jak najmniej odsłaniać ręcznik. Ubierz od nowa siedem warstw. Czapeczka. Wrzask.

Karmisz, usypiasz, odkładasz do łóżeczka (o szczęśliwe czasy!). Kupa. Wyjmujesz. Rozwijasz siedem warstw. Spróbuj to zrobić po ciemku, szybko i niepostrzeżenie, żeby nie zdążyła się rozbudzić. Uff.

20180128_204104

Spotykam jakiś czas temu sąsiadkę. Urodziła pięknego bobasa na koniec kwietnia. Zazdrościłam jej bardzo. Spotykam ją spacerującą z wózkiem, a ona mówi „Nigdy więcej dziecka w kwietniu. Gorąco, pot się leje. Młody spać nie może. Już nie wiem, co robić z potówkami”. Tak źle i tak nie dobrze. Więc może się nie zastanawiajcie. I kiedykolwiek róbcie dzieci. Rodźcie dzieci. Dzieci są fajne.

Ps. żeby nie przegapić żadnych wpisów, śledźcie nas na facebooku, a więcej nas znajdziecie na instagramie The Barhounes i mrs_barhoun.  

No Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *