Pani Matka

Żadnych dzieci zimą – edycja 2019

Pamiętacie mój zeszłoroczny wpis o złych stronach rodzenia dzieci zimą? Początkowo nosił on tytuł “Nie rodźcie dzieci zimą” i długo byłam zła, że go zmieniłam, bo podobał mi się on bardziej. Już wtedy musiała jednak zadziałać moja podświadomość, bo dzieci i zima, to zdecydowanie nie jest dobre połączenie, nie tylko w kontekście rodzenia 😉

Kombinezon

W kwestii ubierania się, niewiele zmieniło się od zeszłego roku. No, może poza tym, że w zeszłym roku dziecko krzyczało i płakało. W tym roku dziecko krzyczy, płacze, wierzga, nie zgina kończyn, skacze, robi przewroty i bije matkę. Proszę nie dzwonić na policję, ja jej tę przemoc wybaczam. Ok, bądźmy jednak uczciwi, nie jest tak zawsze. W łaskawsze pogodowo dni, gdy wystarczy kurtka, problemu nie ma zazwyczaj wcale. No chyba że zabawki aktualnie nie da się trzymać jedną ręką, to można pannę I. nieco rozzłościć. W zimniejsze dni trzeba wskoczyć w kombinezon. Tu już jest wyzwanie. Nawet jak nie ma dzikich krzyków, to i tak należy przyjmować pozycje utrudniające. Czapka, o dziwo, w okolicy grudnia przestała być wyzwaniem. Wyzwaniem są aktualnie buty. Choć może to akurat dużo powiedziane, bo skoro panienka jeszcze nie chodzi, to ma wygodne ciepłe bamboszki. Ortalionowe takie, na rzepa. Co ja się namęczę i napocę, żeby przeszły przez kostkę i stabilnie usadowiły się na stopie. Ciasno zapinam rzepa, a ona i tak “buta” zgubi na pierwszym zakręcie. No jakże jest to możliwe, że coś, co wymaga tyle trudu w założeniu, jest takie proste w zdjęciu? Próbowaliśmy też innych rodzajów obuwia, zawsze kończy się prędzej, czy później tak samo.

Ach, jeszcze są rękawiczki. Przy każdym ubieraniu jej twarz mówi “no chyba mamo oszalałaś, że ja będę to nosić”. No rozumiem, utrudnia to nieco bawienie się w wózku zabawkami. Jest to jednak pierwsza ważna lekcja o tym, że nie można mieć w życiu wszystkiego. Lekcja to głównie dla matki, bo rękawiczki w niewyjaśnionych okolicznościach są zdjęte w okolicy drugiego zakrętu.

Garderoba matki

Jeśli myślicie, że jedynie ubranie dziecka to wyzwanie i coś, co wymaga pomyślunku, to się mylicie. Nie bez znaczenia jest bowiem, co matka na siebie wkłada. I bynajmniej nie chodzi tu o komfort, czy wygląd matki.

Matka na przykład ubrała najcieplejszą kurtkę w swojej garderobie, gdyż zimno. Kurtka zwykła, tak zwana puchowa. Kurtka ze śliskiego materiału. Kombinezon dziecka ze śliskiego materiału. I teraz znoszę dziecko na rękach do garażu, żeby wziąć wózek. Dziecko się ślizga. Dodajmy do tego, że akurat w tej sytuacji dziecko musi ćwiczyć nowe pozy i z mocnym wygięciem w tył sprawdzać, jak świeci żarówka, która dawno już za nami. Matka następnym razem woli zmarznąć, niż ryzykować, że zostanie zjeżdżalnią dla nieletniej.

Wiecie już też, że moje dziecko, aby było dzieckiem znośnym musi uskutecznić drugą drzemkę. Druga drzemka możliwa jest wyłącznie po wyniesieniu na świeże powietrze w nosidle. Deszcz, czy śnieg, matka wychodzi. Dziecko na matce. A na ten duet kurtka, co dwoje pomieści. A że jestem matką oszczędną, to zamiast zakupić jakąś piękną, zgrabną, dedykowaną takim rozrywkom kurtkę, nosimy się w kurtce z zeszłej zimy. Kurtce, tudzież płaszczu, którą samodzielnie przerobiłam na ciążową, ze zwykłej, najzwyklejszej, przy użyciu igły i nitki i przesunięciu guzika. Okazało się, że moje lenistwo i prokrastynacja w temacie przesunięcia guzika na właściwe miejsce opłaciła się i teraz idealnie zapinamy się we dwie. Ach, no i jakby spontanicznie matka chciała w sytuacji spacerowej ubrać kurtkę nie na wieloryba, to może zdarzyć się tak, że w połowie spaceru zorientuje się, że małe słodkie stópki w cienkich skarpetkach wystają spod krótkiej kurtałki. Bywa.

Rozrywki

Jeśli czytacie mnie od jakiegoś czasu, to wiecie, że moje dziecko nie było fanem spacerów. Zeszłoroczna zima okraszona była najpierw krzykiem, że kombinezon, a następnie, że wózek. Kara to była taka, że matka każe oddychać świeżym (ekhm ekhm) powietrzem. Przez ten rok wiele się jednak zmieniło. I mała dziewczynka przeszła od nienawiści do miłości. Już w okolicy 10 rano kręci się i wierci, żeby wyjść z domu. Póki ciepło było, ależ proszę bardzo. Spacery dwa, trzy razy nawet dziennie, co by dziecku dostarczyć rozrywek. Ale wiecie, bywają takie dni, gdy sprawdzam aplikację na telefonie, a tam smog, że aż strach. Spróbujcie wytłumaczyć takiej rocznej Kluseczce, że powietrze jest zanieczyszczone i nigdzie nie idziemy.

Córka moja jest także wielką fanką huśtawek. I proszę bardzo, najprostsze rozrywki są najlepsze. Ale znów, zima. Albo nie jest super zimno i ma kurtkę, a na dole rajtki i spodnie, a następnie kocyk w wózku, albo jest zimno i ma kombinezon, ale przypomnijcie sobie, co pisałam wyżej o butach. I teraz tak kombinuj, żeby ją w tej huśtawce posadzić, jednocześnie owijając kocem newralgiczne punkty.

Epilog

Poprzedni wpis w tym temacie zakończyłam wnioskiem, że nigdy nie ma dobrej pory roku na posiadanie potomka. Dziś mówię, gdy macie już dość połączenia dziecka z zimą, jedźcie gdzieś, gdzie nie trzeba będzie się wciskać w kombinezony i sprawdzać jak duży dziś smog. Dlatego, gdy Wy czytacie tego posta, my Was serdecznie pozdrawiamy z samolotu do Maroka 🙂

Ps. żeby nie przegapić żadnych wpisów, śledźcie nas na facebooku, a więcej nas znajdziecie na instagramie The Barhounes i mrs_barhoun

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *