Związek (z)mieszany

Walka z wiatrakami, czy walka z urzędami, czyli jak to jest być żoną cudzoziemca w Polsce

Cudzoziemiec w urzędzie

Mój mąż jest w Polsce od dziewiętnastu miesięcy. Wiele się przez ten czas wydarzyło. Ale jakbym miała powiedzieć, co przez te dziewiętnaście miesięcy robiliśmy najczęściej, to powiedziałabym, że… odwiedzaliśmy urzędy (czasem też w ramach rozrywki pisaliśmy pisma lub wydzwanialiśmy). Z ciekawości policzyłam, ile mniej więcej było tych wizyt. Ledwo jakieś trzydzieści. 30. 30!

Trzydzieści wizyt w polskich urzędach. Jak to mówią, co mnie nie zabije…

24,25,381,406.124634

RZECZ O WIZYTACH RODZINNYCH, CZYLI JAK ZDOBYĆ WIZĘ DO POLSKI

Jeśli jesteś żoną/mężem/partnerką/partnerem cudzoziemca z Unii Europejskiej, to jak masz ochotę odwiedzić teściów, to wsiadasz w samolot i za dwie godziny jesteś. W ramach rewanżu teściowie mogą zrobić ci niezapowiedziany nalot w weekend. Jeśli Twój cudzoziemiec jest spoza UE, sprawa się komplikuje. Wiza, wiza, święta wiza. Kto się nigdy o nią nie starał, ten nie wie, jak ważny jest to świstek papieru vel. strona w paszporcie. Żeby dostać wizę do Polski to nie jest bowiem takie hop siup. Nie podchodzisz do okienka, nie mówisz „Dzień dobry, poproszę wizę”, nie dajesz stu złotych monet i nie dostajesz wizy. Nie, o wizę to się trzeba ubiegać i nabiegać. Przedstawiasz stos papierów, robisz osobowościowy striptiz, bo muszą wiedzieć o Tobie wszystko, gdzie, co i jak. I oczywiście, gdzie, co i jak zamierzasz, jak już przekroczysz tę magiczną granicę RP też. Potem bach, przedkładasz rezerwację biletów, wykupione ubezpieczenie podróżne (choć przecież jeszcze nie wiesz, czy podróż się odbędzie) i jedyne 60 euro z drobnymi eurogroszami za osobę (które nie zostaną zwrócone, nawet jeśli wizy nie dostaniesz) i możesz się oddać czekaniu. Czekasz standardowo 14 dni, ale jeśli po 12 wyślesz maila z pytaniem, to nagle komuś się może przypomnieć, że może oni by jeszcze jakiś dokument chcieli. Dostarczasz go w trymigach, żeby się dowiedzieć, że decyzja KIEDYŚ będzie, ale kiedy, nie wiadomo. I oczywiście, proszę się nie denerwować. A że decyzja nie zdąży przyjść zanim upłynie data wylotu, to już nikogo nie interesuje. Proszę się nie denerwować.

(Tak, ta historia jest oparta na faktach. Tak, dobrze wyczytujecie mój gniew między wierszami. Tak, małżeństwo z obywatelem UE nie pomaga w otrzymaniu wizy. Znaczy, w teorii i zgodnie z przepisami pomaga, ale w praktyce, przecież możesz udawać to małżeństwo. Nie, powyższa historia nie dotyczy tym razem małżonka mojego, akurat uzyskanie wizy poszło wyjątkowo gładko w jego przypadku)

25,25,399,414.163269

RZECZ O PRAWIE POBYTU, CZYLI JAK ZALEGALIZOWAĆ POBYT CUDZOZIEMCA W POLSCE

Mąż Twój przyjechał do Polski. Ucieszeni, że przy wniosku wizowym uznano Was za prawdziwe małżeństwo maszerujecie dziarskim krokiem do Urzędu Wojewódzkiego zalegalizować Wasz pobyt. Stop! Zanim pomaszerujecie, umówcie wizytę. Za naszego (tak, gadam jak potłuczona, wszystko robimy razem :P) dwukrotnego wnioskowania o kartę najpierw był system online (klikałam jak oszalała odśwież i pewnego pięknego dnia ktoś odwołał wizytę, a my wskoczyliśmy na jego miejsce), następnie telefoniczny (tu zabiło mnie milionowe wybieranie numeru, który jest zawsze zajęty i w 9 miesiącu ciąży pojechaliśmy do Jeleniej Góry). Update: znów jest system online, tym razem obejmuje też delegatury, nie sposób się już nigdzie umówić.

Ale my mamy naszą wymarzoną wizytę i idziemy składać dokumenty. Tak, nadal jak potłuczona piszę w liczbie mnogiej, ale wyobraź sobie, że w wydziale do spraw cudzoziemców problematycznym bywa porozumienie się po angielsku, wszędzie dreptam więc za Y. w roli tłumacza. Tak, przewróciłam teraz oczami.

Otóż w Urzędzie składasz znów cały plik dokumentów i wyznajesz swoje najciemniejsze sekrety. Jeszcze tylko odciski palców, opłata trzystu czterdziestu polskich monet i już możesz czekać. W zeszłym roku było to jedyne 3 miesiące. W tym już jedyne 2 lata. Tak, przewróciłam oczami. Jeśli czekasz na pierwszą kartę pobytu, nie możesz pracować. Jeśli czekasz na kolejną kartę pobytu, możesz pracować u obecnego pracodawcy, o ile dostałeś stempel potwierdzający, że złożyłeś komplet dokumentów. Na stempel czeka się mniej więcej rok. Tak, znów przewróciłam oczami.

Nie trzeba się jednak martwić, czas oczekiwania umilą Ci różne wizyty:

„Dzień dobry, straż graniczna, proszę otworzyć” (taką wiadomość usłyszą też Twoi sąsiedzi).

„Dzień dobry, dzielnicowy, proszę otworzyć” (nie wiadomo, czy taką wiadomość usłyszą też Twoi sąsiedzi, gdyż to tajemnica policji).

„Dzień dobry, poczta, proszę otworzyć” – i tu przemiły listonosz nie wypuszczający ani na sekundę papierosa z ust wręczy Ci zaproszenie na przesłuchanie do Urzędu. Najpierw przesłuchają jedną, potem drugą stronę. W zależności od humoru pytającego odpowiesz na szereg mniej lub bardziej intymnych pytań, a następnie zostaną one skonfrontowane z odpowiedziami Twojej drugiej połowy. Jeśli Twój mąż ma problem z zapamiętaniem jaki kolor ma jego szczoteczka do zębów i nieustannie kradnie Twoją, to możecie mieć tu mały problem 😉

Jeszcze kilka tygodni i już przychodzi razem z aromatycznym listonoszem Twoja wymarzona decyzja… na rok. To znaczy, że tylko o rok jesteś spóźniony ze złożeniem wniosku o nową kartę.

Ciąg dalszy opowieści urzędowych nastąpi…

Ps. Jeśli trafiłeś(aś) na tego bloga nie tylko, żeby poczytać moje marudzenie, ale chcesz się dowiedzieć jak wyglądają procedury wizowe lub legalizacja pobytu cudzoziemca w Polsce, to chętnie opowiem Ci więcej. Skorzystaj proszę z zakładki kontakt lub napisz na: thebarhounes@gmail.com, chętnie podzielę się naszym doświadczeniem

Ps2. żeby nie przegapić żadnych wpisów, śledźcie nas na facebooku, a więcej nas znajdziecie na instagramie The Barhounes i mrs_barhoun.  

No Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *