Maroko

W krainie dywanów, czyli co warto przywieźć z Maroka?

Kiedy byłam po raz pierwszy w Maroku, spotkałyśmy (bo to był babski wyjazd i wcale jeszcze Y. nie znałam) w hostelu obcokrajowców. Gadka szmatka i słyszymy, że idą na zakupy, bo jednym z celów ich podróży jest kupienie sobie tanich conversów. No spoko spoko, tylko wiecie, że te tanie to po prostu podróby? Tak jak większość rzeczy sygnowanych znanym logo, które znajdziecie na ulicznych straganach. Ja tam się nie znam i nie umiem rozróżnić oryginału od podróbki, ale niech Was nie zmylą szokująco niskie ceny. Zbyt tanie oznacza podejrzane. To skoro już powiedziałam, czego nie kupować, powiedzmy sobie na co warto wydać hajsy jadąc do Maroka. Oczywiście naszym subiektywnym zdaniem 😉

Gastrofaza

First things first. Nie ma się co oszukiwać, wiele jest pięknych rzeczy w Maroku, ale to co piękne może być łatwo przysłonięte przez to, co pyszne. I co najmniej kilka spośród tych smaków warto zabrać stamtąd ze sobą. Jeśli chcecie odtworzyć w swoim domu arabskie aromaty, koniecznie kupcie przyprawy! Nie dość, że są tańsze niż w Polsce, to jeszcze zdecydowanie bardziej intensywne (tak, tak, poza smakiem zawsze odzywa się we mnie moja oszczędna natura ;)). Obowiązkowo: kumin, kurkuma, imbir, szafran, kardamon. Nawet słodka i ostra papryka, czy cynamon smakują zupełnie inaczej. Z lokalnych specjalności polecam jeszcze zatar (nada się świetnie do marynowania mięsa lub oliwek) i nasiona kozieradki Helba.

Ale na tym nie koniec: daktyle i figi (my przywozimy kilogramami), oliwki (zupełnie inne od naszych), semolina i kuskus, olej arganowy. No i najważniejsze – oliwa z oliwek.

Za każdym razem przywozimy ze sobą oliwę z oliwek. Jedną butelkę, malutką. Drobne 5 litrów. W zasadzie to głównie po to wykupujemy bagaż nadawany. Tak samo było i ostatnim razem. Jednak już podczas wejścia na lotnisko (w Maroku pierwsze prześwietlenie bagaży odbywa się już podczas wchodzenia na lotnisko) poinformowano nas, że zmieniły się przepisy i możemy wziąć maksymalnie 1 litr na osobę, a reszty musimy się pozbyć. Więc my tam na tej podłodze przy ochronie przelewamy naszą oliwę do mniejszych butelek, a poziom naszej frustracji rośnie. Byliśmy przekonani, że będziemy musieli ponownie prześwietlić nasze bagaże, ale i tak zaryzykowaliśmy i przekroczyliśmy normy. Pochowaliśmy po bagażach łącznie 4,5 litra porozlewane w mniejsze butelki. Podeszliśmy do ochrony z pytaniem co teraz, czy mamy jeszcze raz przepuścić bagaże, czy co. A oni na to, że możemy sobie iść. Na żadnych dalszych etapach nikt nas już o tą oliwę nie pytał. Taka historia zdarzyła nam się po raz pierwszy, a ja nigdzie oficjalnie nie znalazłam informacji o zmianie przepisów.

Dekoracje do domu – mniejszy kaliber

Jeśli lubicie klimaty boho, etno itepe w swoich wnętrzach, to jest ryzyko, że przepadniecie. Talerze, talerzyki, miski i miseczki – od kolorów może zakręcić się w głowie.

Kupicie je w wielu miejscach, ale polecam zakupy na przydrożnych straganach i bazarach w mniejszych miejscowościach. Tam jest po prostu bajecznie tanio.

Jeśli planujecie gotować marokańskie przysmaki nie zapomnijcie o tajine. Dopytajcie tylko, który rodzaj najlepiej nada się na waszą kuchenkę, a który jest bardziej dekoracyjny.

No i obowiązkowo, jeśli zasmakuje Wam herbata przygotowywana na marokański sposób, zaopatrzcie się w czajniczek. I szklanki! Ja swoich idealnych wciąż szukam, teraz używamy takich 20-letnich, które dostałam od teściowej i są bliskie ideału.

Domowe – większy kaliber

Przywieźć sobie miseczkę, czy czajnik to pikuś. To, co mi w duszy gra najbardziej, to rzeczy do domu większego kalibru. Piękne tkane dywany, pufy, szafki, szafeczki i stoły. I lampy! Póki co zadowalam się obrusami i małymi dodatkami, ale pewnego dnia… Ach, pewnego dnia… 🙂

Ubierz się!

Jeśli marokańska moda kojarzy Wam się wyłącznie z hijabem i tradycyjnymi strojami, to powiadam, jesteście w wielkim błędzie. W Maroku znajdziecie wiele strojów, które spokojnie możecie założyć w Polsce. Ja stawiam przede wszystkim na luźne alladynki, które kosztują jakąś 1/4 polskich cen. Ach, no i oczywiście sukienki.

Wiecie już chyba, że jestem fanką odzieży z drugiej ręki. A Maroko to idealne miejsce, żeby takie zakupy robić. Ostatnim razem znaleźliśmy mnóstwo perełek za bezcen dla panny I.

Jeśli buty używane są dla Was ok, to tu też polecam się rozejrzeć w trakcie podróży. Nigdzie indziej nie widziałam tak wielu second handów wyłącznie z butami. I tu już znane marki to rzeczywiście znane marki, a nie podróby (zazwyczaj ;)).

Postaw na dodatki

I znów i znów – można totalnie przepaść. Ostrzegam więc Was fanki i fani torebek, portfeli i szali – bierzcie ze sobą dużo hajsu! Albo nie bierzcie, jeśli nie chcecie, żeby Was kusiło 😉 A na serio, to mówię Wam, to kolejne rzeczy w przyzwoitych cena i dobrej jakości 🙂

Riki tiki…

Kosmetyki! A kto pomyślał, że narkotyki, ten łobuz 😉

W temacie kosmetycznym polecę Wam oczywiste oczywistości, czyli olej arganowy i wszelkie kosmetyki/akcesoria hammam (czyli przeznaczone do łaźni, ale oczywiście świetnie nadające się do użytku domowego – np. czarne mydło albo rękawice do masażu). I jeszcze polecam pachnące kostki, które wkładacie do szafy z ubraniami i nawet po całym sezonie nienoszenia ubrania ładnie pachą, a mole się ich nie łapią.

A Wy, co najchętniej przywieźlibyście z Maroka?

Ps. żeby nie przegapić żadnych wpisów, śledźcie nas na facebooku, a więcej nas znajdziecie na instagramie The Barhounes i mrs_barhoun.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *