Emigracja dla początkujących,  Norwegia

Pogadajmy o kasie, czyli jak się przygotować finansowo do wyjazdu do Norwegii

Money, money, money 
Must be funny 
In the rich man’s world 
Money, money, money 
Always sunny 
In the rich man’s world
All the things I could do 
If I had a little money 
It’s a rich man’s world

Z czym kojarzy Wam się Norwegia? Zimnem? Trollami? Wikingami? A może z kasą? Jak mówiliśmy, że wyjeżdżamy do Oslo, niektórzy kiwali ze zrozumieniem głowami, no tak, bezkonkurencyjne zarobki, wiadomo. Niektórzy się dziwili, że jak to, że czemu, że przecież najdroższy kraj. Dla nas argumenty ekonomiczne stały gdzieś na szarym końcu całej listy za i przeciw, gdy wybieraliśmy kraj do przeprowadzki. Nie ma co ukrywać, że miło jest, gdy wiedzie nam się lepiej, ale nie zawsze ma to kluczowe znaczenie. Niemniej, prawda o Norwegii jest taka, że można tu dobrze zarobić. Można też bardzo szybko wydać wszystko, co się zarobiło.

Miliony monet

Wyjeżdżając do Norwegii wydawało nam się, że dobrze się do tego wyjazdu przygotowaliśmy. Odkładaliśmy kasę przez jakieś pół roku i byliśmy pewni, że ta sumka na koncie da nam poczucie bezpieczeństwa na kilka pierwszych miesięcy. Och jakże się pomyliliśmy. Gdyby nie pomoc z dwóch różnych źródeł i oferta pomocy z trzeciego, cienko byśmy przędli, a może i szybciej wrócili niż wyjechali. Na szczęście stało się inaczej i dziś, cztery miesiące po przyjeździe do Oslo, wiedzie nam się całkiem dobrze. A dodajmy (dla tych, którzy nie znają naszej sytuacji), że póki co pracuję tylko ja i przez chwilę jeszcze tak pozostanie.

Czy myśmy więc byli głupi, jak się do tego wyjazdu przygotowywaliśmy? Czy nie potrafiliśmy porządnie policzyć, ile nam tak naprawdę trzeba?

I tak, i nie. Czytaliśmy, szukaliśmy, oglądaliśmy, sprawdzaliśmy. Rozmawialiśmy z wieloma osobami, które w Norwegii mieszkają. Nie zrobiliśmy tylko jednego (a przynajmniej nie zrobiliśmy tego na 100%) – nie uwzględniliśmy kontekstu. A nasz kontekst jest zupełnie inny niż kontekst pary przyjeżdżającej bez zupełnych zobowiązań (czytaj dziecka na pokładzie), rodziny z dzieckiem, ale w pełni polskiej, osób, które tu przyjechały 2, 5, 7 lat temu, osób, które przyjechały mając tu zapewnioną pracę na pełen etat, itp., itd. Można by długo wymieniać, ale nigdy pewnie nie znajdziemy osoby z identycznym kontekstem. A o tym trzeba koniecznie pomyśleć planując, w zasadzie nie tylko wyjazd za granicę.

Jeśli więc czytacie ten post i myślicie o wyjeździe do Norwegii, albo gdziekolwiek indziej, to nie myślcie, że poniższa lista jest kompletna i wyczerpująca. Pewnych punktów może Wam brakować, a inne zupełnie nie będą Was dotyczyć. Ale to dobry punkt wstępny do własnej analizy sytuacji.

Mieszkanie tymczasowe

Przyjeżdżając tutaj myśleliśmy, że największym wyzwaniem będzie znalezienie pracy, a reszta to już z górki. Okazało się zupełnie inaczej. Pierwszą pracę dostałam już po jakichś dwóch tygodniach, co odczytuję jako niemały sukces, biorąc pod uwagę brak znajomości norweskiego i brak doświadczenia w zawodzie, w którym szukałam pracy. Tylko, że dopiero wtedy zaczęły się prawdziwe schody.

Nigdy, ale to przenigdy nie spodziewaliśmy się, że tak trudno będzie nam znaleźć mieszkanie. Tak trudno, że aż zmusi nas to do półtora miesięcznej rozłąki. Ale od początku, jak to z naszymi mieszkaniami było.

Założyliśmy (och jakże błędnie), że miesiąc na znalezienie mieszkania nam wystarczy. Na pierwszy miesiąc wynajęliśmy mieszkanie przez Airbnb. I to akurat nam się super trafiło, bo nie dość, że cena jak na norweskie (a już w Oslo to całkiem) warunki była przyzwoita, to jeszcze mieszkanie było niemal w samym centrum. Tylko, że po tym pierwszym trafie już tak kolorowo nie było. Mieszkania docelowego brak, trzeba szukać rozwiązań tymczasowych. No to znów odpalamy Airbnb i szczeny nam opadły. Bo drugiej okazji już nie znaleźliśmy. Z pierwszym mieszkaniem mieliśmy po prostu szczęście, ktoś wyjeżdżał na miesiąc wakacji i nie chciał do swojego wynajmu dokładać. Ale standardowe ceny wynajmu były często dwa razy wyższe. Koniec lipca się zbliżał, a my wciąż nie mieliśmy się gdzie podziać. Znów traf, na jednej z grup na facebooku zgadałam się z Polakiem, który miał jeszcze przez miesiąc mieszkanie na wynajem. Bierzemy! Wszystko fajnie, tylko mieszkanie było totalnie puste. I kiedyś Wam napiszę post o tym, że można mieszkanie urządzić niemal za darmo, ale na to potrzeba czasu i odrobiny szczęścia. Załatwiliśmy więc łóżko, kilka talerzy, garnek i bajlando. Cały miesiąc, gdy panna I. już słodko spała, my siedzieliśmy na kocach na podłodze. Po tym miesiącu zdecydowaliśmy, że bez sensu tak znów tymczasowo przenosić się całą rodziną, wykładać sporą kasę i tułać się z miejsca na miejsce. Y. i I. tymczasowo mnie opuścili, a ja zamieszkałam w pokoju współdzielonym.

Policzmy więc, ile nas te trzy miesiące kosztowały. Pierwsze mieszkanie ok. 11 000 koron, drugie dogadane za ok. 10 000, a ostatni pokój mniej więcej 7 000. Przeliczając po średnim kursie, wychodzi jakieś 12 000 polskich złotych.

Gdybyśmy nie mieli panny I., moglibyśmy przetrzymać w jakimś mini pokoiku z innymi współlokatorami w mieszkaniu. W naszej sytuacji niekoniecznie byłoby to jednak możliwe, dlatego wyszło jak wyszło. Wynajem krótkoterminowy to droga zabawa, a i tak dziś z perspektywy czasu myślę, że bardzo tanio nam się to udało, patrząc na średnie ceny.

Drugie mieszkanie może i bez mebli, ale za to z super tarasem i takimi widokami przez okno <3

Hurra, mamy mieszkanie!

Opowieść o tym, jak znaleźć mieszkanie i czemu zajęło nam to tak długo, zostawię na inny raz. Przejdźmy już do finału. Mamy mieszkanie! Umowa podpisana, teraz jeszcze tylko drobny przelew z pierwszym czynszem i depozytem. Powiedzmy sobie jednak, ile to kosztuje. W Polsce (co prawda od dawna już nie wynajmowałam, ale wciąż pamiętam jak to było) przyzwyczajona byłam do kaucji jednomiesięcznej. Tutaj standardem jest 3-miesięczna. To nieco zmienia postać rzeczy, bo zapłacić na raz cztery czynsze, to nie jest bułka z masłem. Znów nam się udało, bo zapłaciliśmy depozyt jedynie za 2 miesiące.

Ciężko mówić jednoznacznie o cenach wynajmu, bo wszystko zależy od tego, jaki metraż, jaki standard, ile pokoi, jaka dzielnica. My ostatecznie skończyliśmy z kwotą 13 000 NOK (all included). To oznacza, że pierwsze przelew dla właścicielki zrobiłam na drobną kwotę prawie 17 000 złotych.

Jeśli jesteście ciekawi, ile mieszkania i depozyty mogą kosztować, zajrzyjcie sobie na finn.no – to najpopularniejsza strona z ogłoszeniami.

I jeszcze trzeba przeżyć

Mieszkanie zapłacone, to teraz można szaleć! Och, stój! Wyprawa do spożywczaka pochłonie kolejne tysiące. Ciężko jednoznacznie powiedzieć, ile średnio będzie kosztowało jedzenie, bo zależy co wybierzemy. Można stawiać na najtańsze produkty, pić kawę bez mleka, powstrzymać się od piwka i nie używać papieru toaletowego. Nasze szacunki są takie, że żyjąc nieco oszczędniej niż w Polsce, ale też nie biedując, wydajemy mniej więcej dwa razy tyle. O cenach produktów spożywczych szykuję osobny wpis, stay tuned.

Halo, kto mówi?

Na jedzeniu jednak świat się nie kończy. Trzeba by załatwić norweski numer telefonu. Bezkosztowo. Ale za doładowanie już zapłacimy. Minuta połączenia to 0,59 NOK, czyli jakieś 25 groszy, sms kosztuje tyle samo. Pakiety internetowe zaczynają się od 79 NOK (33zł) za 1GB. Można oczywiście wziąć abonamet, ale to wcale nie jest takie proste, kiedy wszystkie papiery się dopiero procesują.

Bilet w jedną stronę

Póki mieszkamy blisko centrum/pracy, nie ma problemu, można pomykać na piechotę. Korzystaliśmy z tego przywileju przez pierwszy miesiąc. A później wyprowadziliśmy się kawałek od centrum i wszystko się skomplikowało. Bilet jednorazowy to drobne 36 koron, czyli 15zł. Zniżkę mają dzieci, seniorzy i wojskowi. Ale studenci już na przykład nie (na miesięczny zniżkę mają, ale znów nie tak dużą jak dzieci i seniorzy). Bilet miesięczny kosztuje drobne 750 NOK (ponad 300zł!) i to tylko na jedną strefę. Jak trzeba kupić bilet dla dwójki dorosłych, to robi się już z tego niezła sumka. Czasami warto przemyśleć, czy lepiej zapłacić ciut więcej za wynajem, ale mieszkać bliżej pracy i nie korzystać z komunikacji miejskiej.

I gdyby tylko mieć wypłatę…

I wszystkie te koszty przełknąć łatwiej, gdy i wypłatę dostaje się w tych norweskich koronach. Problem jest jednak taki, że na początku wypłaty można nie dostać, nawet gdy się pracuje. I to wcale nie dlatego, że pracodawca jest nieuczciwy. Wszystko przez fakt, że założenie konta w banku trwa. W Polsce możemy się złościć na kolejki w banku, ale jak już swoje w kolejce odstoimy, to konto mamy w zasadzie od ręki. Dla obcokrajowców może nie każdy bank jest taki otwarty, ale w co najmniej kilku można założyć na sam paszport (np. w Millennium). W Norwegii najpierw trzeba wyrobić numer personalny, okazać umowę o pracę, w niektórych też umowę na mieszkanie, wypełnić kilka lub kilkanaście stron i czekać… Legendy internetowe głoszą, że czasem udaje się spotkać miłego pracownika i sprawa załatwiana jest od ręki. Mi wszystko zajęło ponad dwa miesiące. Najpierw czekanie na umowę o pracę, potem na wizytę w urzędzie, żeby dostać numer personalny, a potem ponad miesiąc na rozpatrzenie wniosku przez bank. Potem już tylko osobista wizyta w banku w celu potwierdzenia tożsamości i po kolejnym tygodniu konto było otwarte. Wyszło więc tak, że pierwszą wypłatę tak już oficjalnie na swoje konto dostałam po raz pierwszy w zeszłym miesiącu.

Czy da się to jakoś obejść? To zależy. Większość pracodawców godzi się na wysłanie pieniędzy na norweskie konto innej osoby. Tylko taką zaufaną osobę trzeba mieć, a my na początku nie mieliśmy. Niektórzy godzą się na przesyłanie na polskie konto (po potrąceniu kosztów, rzecz jasna). Dla niektórych rozwiązaniem jest Revolut, a jeszcze inni (chyba najrzadziej) wystawiają czeki, które można wymienić na gotówkę w banku. Większość firm upiera się przy norweskim koncie, bo tylko takie przepuszczają wewnętrzne systemy zarządzania wynagrodzeniami. Czasami trzeba się pogodzić, że wypłatę dostanie się więc 2, czy 3 miesiące później (w niektórych bankach na otwarcie konta czeka się nawet 3 miesiące), ale jaka taka skumulowana wypłata z kilku miesięcy jest miła 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *