Pogadajmy o życiu,  Związek (z)mieszany

Nienawiść.

Dziś miał być zupełnie inny post, ale go nie będzie. Wolałabym żeby nie było tego wpisu, tak jak wolałabym, żeby nie wydarzyła się wczorajsza niedziela i dzisiejszy poniedziałek. Wolałabym, żeby nie umierali dobrzy ludzie. Żeby nie byli mordowani. Z nienawiści. Tu nie ma wątpliwości, że zadziałała czysta nienawiść. Taka, jaką widzimy na co dzień, tylko może krok przed. Bardzo się jej boję.

Żyjemy w bańce

Rozmawiamy dziś z bliskimi. Patrzymy na facebooku czy instagramie, wielu wyruszyło dziś na marsze. I może nawet w tym smutku i złości poczuliśmy się trochę zbudowani. Że tyle nas jest. Że tylu ludzi myśli jak my, jest po tej samej stronie. Chcemy wierzyć, że to ludzi poruszy. Że coś się zmieni. Że komuś stopnieje serce.

Ja w to nie wierzę.

Bo poza tymi wiadomościami pełnymi smutku widziałam też komentarze z drugiej strony. “Śmierć wrogom ojczyzny nabiera dosłownego znaczenia”. “Adamowicz był zdrajcą narodu polskiego”. “Lewak zdechł, więc trzeba się cieszyć”. “Żałuję, że mu nie wy****** kiedy miałem okazję”. “Należała mu się kara śmierci za zdrajców stanu”.

Kim trzeba być? No kim? Co trzeba mieć, zamiast serca i sumienia, żeby tak pisać? Żeby tak myśleć?

Bardzo się boję

To jest ta sytuacja, która wielu otworzyła oczy, że zło nie dzieje się gdzieś tam, daleko. Nas nie dotyczy.

Zło dzieje się wszędzie.

Zło dzieje się tu.

Zazwyczaj piszę tu lekko zabawnie, raczej optymistycznie. Dziś pokazuję Wam ten kawałek, który przed samą sobą zazwyczaj chowam gdzieś głęboko. To jest druga strona medalu życia z obcokrajowcem w Polsce. Pewnie w wielu miejscach na świecie, ale ja piszę o tym, tu. Bo tu żyjemy. I tu się martwię i boję.

Y. wie, gdzie absolutnie nie wolno mu chodzić, zwłaszcza po zmroku. Gdy ktoś wykazuje choć małą chęć szukania zaczepki, pokornie spuszcza głowę. Gdy ktoś splunie na jego widok, pokornie spuszcza głowę. Nie broni się, nie tłumaczy, nie pokazuje dumy.

Odpukać, poza jednym incydentem z wyzwiskami “wypierdalaj brudasie” w biały dzień, w centrum miasta, podczas zwyczajnego spaceru, nie zdarzyło się nic, co wywołałoby większy strach. Wtedy bałam się bardzo. Ale martwię się zawsze, gdy wraca trochę później do domu, albo nie odbiera telefonu. Martwię się, bo jednemu koledze wybili zęby, a drugiemu złamali kręgosłup. Za nic.

Boję się o tą małą dziewczynkę. Co ją czeka, gdy pójdzie do szkoły? Czy będą na nią pokazywać palcem, bo jej ojciec jest Arabem, muzułmaninem? Czy nie będą się z nią bawić? A może będą ją dręczyć? Czy ktoś je kiedyś przez to złamie serce, bo nie spełni społecznych oczekiwań? Czy nie stanie się coś gorszego?

Mówię stop

Tak bardzo bym chciała, żeby z tej smutnej lekcji coś wyniknęło. Żeby z tego zła powstało jakieś dobro. Przecież o tym mówił. Za to zginął.

Tak bardzo bym chciała, żeby nienawiść zniknęła. Żeby nikt nie musiał się bać. Żeby każdy mógł być sobą.

Tak bardzo bym chciała, żeby świat był dobry.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *