Maroko

Moulay Bousselham – czyli gdzie pojechać w Maroku, żeby się zrelaksować

Mam listę co najmniej kilkunastu wpisów, które chce Wam w niedługim czasie napisać o Maroko. W głowie od nadmiaru bodźców nieustanne przerzucanie, który z nich powinien być pierwszy. Aż kilka dni temu pojechaliśmy TAM. Do miejsca, które wszystko układa w głowie. Które daje spokój i relaks, a jednocześnie dobrą energię. Do miejsca, gdzie człowiek zaczyna czuć, że prawdziwe życie, to jest proste życie. I że do szczęścia wcale nie trzeba wiele. Dzisiaj zabieram Was do Moulay Bousselham. Mojego ulubionego miejsca na świecie. Tu zamierzamy z Y. spędzić emeryturę. A może Wy będziecie mieli ochotę wpaść na kilka dni?

Życie w zgodzie z naturą

Wioska rybacka. Otoczona farmami truskawek (najlepsze! eksportowane na cały świat). To też najważniejszy obszar w Maroku, gdzie rośnie awokado hass (pyszne i tanie!). Tu spotkacie wypasające się barany i krowy. Na pobliskie bagna zlatują się dziesiątki gatunki ptaków na zimę. Możecie je zobaczyć (np. flamingi) jeśli tylko wybierzecie się w krótki rejs łódką.

Nie ma co ukrywać, zwłaszcza w sezonie letnim, bywa tu mnóstwo turystów. Bardzo dużo Francuzów, sporo z nich ma tu z resztą domy na własność. Teraz, w styczniu, też spotkaliśmy całkiem niemało turystów, głównie zatrzymujących się swoimi kamperami na polu kempingowym. Zapewniam Was jednak, nie poczujecie się tu zmęczeni ani przytłoczeni jak w każdym innym turystycznym miejscu. Zupełnie nie wiem, jak ta wioska to robi, ale ma taką energię, że spokoju i przestrzeni starcza dla wszystkich. Może w lecie będzie dość tłoczno na plaży, ale za leniuchowanie w sezonie dostaniecie tu w pakiecie opcję zjedzenia obiadu, czy wypicia herbaty bezpośrednio nad oceanem.

Poza życiem z turystyki, ludzie żyją tu skromnie, żeby nie powiedzieć biednie. Kobiety sprzedają chleb na targu. Mężczyźni albo pracują na pobliskich farmach, albo zajmują się połowem ryb. Jeśli natura nie jest łaskawa i połączenie jeziora z oceanem pozostaje zamknięte, oni cierpliwie czekają. Czasami to oznacza, że przez dnie lub tygodnie pozostają bez pracy i środków do życia. Bywając na targu rybnym obserwuję całe rodziny, które niezwykle ciężko pracują. Tak, dzieciaki też. Tu nie ma innego wyboru. To prości ludzie, często niewykształceni. Bycie tu to z jednej strony ogromny relaks i przyjemność, ale też ogromna lekcja pokory i wdzięczności za to, co się ma.

Dobrzy ludzie

Y. zna to miejsce jak własną kieszeń. Przyjeżdża tu od dzieciństwa, to tylko 40 km od jego rodzinnej miejscowości. Zna tu większość ludzi. Zna też ich losy i wie, jak trudną wielu z nich ma sytuację. Ostatniego dnia pobytu jest piękna pogoda, a wody łaskawe, a co za tym idzie piękne ryby. Postanawiamy kupić dla teściów. Drobne 8 kilogramów 😉 Ale kto kupował kiedykolwiek ryby od rybaka, a nie z marketu ten wie, że taką rybę trzeba oczyścić i wypatroszyć. Trzeba więc było oczyścić te 8 kg ryb. Z., prosty chłopak o złotym sercu, kumpel Y. robi to dla nas. Nie chce za to ani grosza. (Oczywiście Y. podrzucił mi pieniądze do kieszeni, ale niech to będzie dobry przykład, co tutaj znaczy dla ludzi przyjaźń)

Od pierwszego dnia I. zaczepia na targu pewna starsza kobieta. Siedzi na rogu uśmiechnięta. Nie do końca wiem, co sprzedaje, ale siedzi w pobliżu “stoisk” z chlebem. Widać, że wprowadza tam dobrą energię. Pewnego dnia Y. krąży między stoiskami z rybami, a my z I. czekamy w pobliżu chlebów. I już słyszę wesołe nawoływanie małej panienki. Kobieta przynosi stołeczek z sąsiedniego stoiska i woła mnie, żebym z nią usiadła. I. bardzo ją lubi. Nagle kobieta wstaje i idzie do sąsiedniego sklepu. Przynosi dla I. lizaka i wafelka. I to nic, że I. nie je słodyczy i że nie wolno brać od obcych. To jest taki gest, który zmiękcza mi serce. Bo gdy siedzę na tym stołeczku, to już wiem, co ta kobieta sprzedaje. Papierosy. Na sztuki. Jak dużo może na tym zarobić? Tyle co nic. Ale wybiera to, zamiast siedzieć kilkanaście metrów dalej i wyciągać rękę w proszącym geście. Ten prezent dla małej I. to być może wszystko, co zarobiła tego dnia. Wraca Y., idziemy jeść. Ale nie za bardzo możemy zabrać tam wózek. Prosimy kobietę, czy może rzucić na niego okiem przez chwilę. Oczywiście to nie problem. Gdy wracamy chcemy zostawić kobiecie trochę pieniędzy, to zupełnie normalny gest tu, w Maroku. Kategorycznie odmawia, zrobiła to dla tej małej dziewczynki.

Przyjedź na relaks i rybkę

Nie wiem, czy jakkolwiek moje opisy i opowieści zachęcają Was, żeby odwiedzić to miejsce. Nie czuję się mocna w blogowaniu podróżniczym (choć obiecuję, będę próbować i rozwijać się w tym kierunku ;)), ale wierzę, że te zdjęcia, które przeplatają tekst skradną Wasze serca. Jeśli więc tylko macie ochotę tu przyjechać, poniżej znajdziecie garść informacji praktycznych.

Noclegi

Do wyboru macie z grubsza trzy opcje: hotel, camping, albo wynajem domku. Tę pierwszą opcję raczej Wam odradzamy. Ostatnio nawet się kusiliśmy na pokój w hotelu, ale za pokój, w którym było łóżko i TV i łazienka trzeba by zapłacić ok. 100zł. Za te same pieniądze znaleźliśmy dla siebie cały domek, to chyba jednak lepsza opcja, na pewno bardziej komfortowa.

Camping znajdziecie zaraz przy wjeździe i przy targu rybnym. Za wiele Wam o nim nie powiem, bo tylko raz kilka lat temu podjęliśmy tam próbę spania, ale nas przepędzono 😉 Z naszych obserwacji wynika jednak, że sporo turystów korzysta z tej opcji.

Opcja, z której my korzystamy, to wynajem domku. Zajmuje to chwilę więcej czasu (zazwyczaj oglądamy więcej niż jeden), ale niemal zawsze jesteśmy zadowoleni. Zasady są dwie – targujcie się! (tym razem zeszliśmy ze 160 do 100zł) i zawsze obejrzyjcie domek zanim się na niego zdecydujecie. Zdarzyło nam się kiedyś drugi raz z rzędu wynajmować ten sam domek, wzięliśmy go w ciemno. To, co zobaczyliśmy po wejściu, to był obraz nędzy i rozpaczy. Chyba nikt go nie sprzątał od naszego ostatniego pobytu i mieliśmy wątpliwą przyjemność spotkać tam karaluchy. Także, no 😉 Ach, ważne – pytajcie i sprawdzajcie, czy jest ciepła woda, bo to wcale nie jest oczywista oczywistość.

Tu mieszkaliśmy tym razem (jeśli ktoś ma ochotę, to możemy na priv podać dokładne namiary)

Czy znalezienie domku jest trudne? To zależy 😉 Raczej się nie pomylę, jeśli napiszę, że większość domów i domków w Moulay Bousselham jest na wynajem, jest więc w czym wybierać. Ale w sezonie (jak to w sezonie) ciężko trafić na te fajniejsze, a i ceny mogą pozostawiać trochę do życzenia. Jak szukać domku? Idąc w stronę souku (czyli tamtejszego ryneczku), po minięciu postoju taksówek i hotelu, ale jeszcze przed meczetem, zobaczycie mężczyzn pobrzękujących kluczami. I już z takim człowiekiem kontakt można nawiązać, zazwyczaj “zarządza” on bowiem wynajmem co najmniej kilku noclegów. Pamiętajcie, targujcie się i nie gódźcie na nic, zanim porządnie domku nie obejrzycie. Możecie też ominąć pierwszy punkt spotkań z najemcami i zaraz za miejscem ich urzędowania skręcić w lewo. Im dalej będziecie iść tą ulicą, tym piękniejsze domy spotkacie. Zazwyczaj wystarczy zagadać w jednym ze sklepów i albo spotkacie kolejnego “zarządcę”, albo zostaniecie zaprowadzeni prosto do właściciela. Jak najbardziej możecie też skorzystać z airbnb. Opcji może nie ma tam setek, ale co najmniej kilka interesujących (pst, jeśli korzystacie z airbnb po raz pierwszy, pamiętajcie żeby użyć linku polecającego, dostaniecie stówkę na pierwszy nocleg).

A to jeden z naszych ulubionych domków, z super widokiem! Idealny dla 4-6 osób

Gdzie jeść i gdzie pić?

Jeśli tylko nie jesteście wege ani vegan, to grzechem być w Moulay Bousselham i nie zjeść ryby. Serio! Świeżo łowione, z niezwykle czystych wód (to zasługa tych dziesiątek gatunków ptaków i tego, że pobliskie domy mają tak zrobioną kanalizację, żeby nic nie trafiało do wody) – najlepsze jakie kiedykolwiek jadłam. Ale jeśli tylko natura pozwoli, kupcie rybę od rybaków (na targu rybnym albo souku). W restauracjach najczęściej zjecie ryby prosto z… Casablanki. Kupioną świeżą rybę możecie przygotować sami, albo zabrać do restauracji i… tam ją dla Was usmażą. To jest super opcja! Szczególnie polecam niepozorne miejsce na wprost stoisk rybnych na souku. Dobierzcie do tego smażone na miejscu bakłażany i papryki, prawdziwe domowe frytki, sos pomidorowy i miętową herbatę. W pakiecie dostaniecie też oczywiście chleb. Nie może być lepiej 🙂

Jeśli macie ochotę na coś niewielkiego, to polecam najlepszą bissarę, czyli kremową zupę z bobu, posypaną kuminem i polaną oliwą. Znajdziecie ją w małej restauracyjce, zaraz za punktem “zarządców nieruchomościami” 😉

To właśnie w tej “zielonej” miejscówce zjecie najlepszą zupę – gwarantuję!

Z małych przekąsek nocną, zimową porą Y. poleca ślimaki, gotowane w aromatycznym bulionie. Za 5 dirhamów (czyli ok 2 złote) dostaniecie miseczkę pełną muszli, a następnie miseczkę bulionu do popicia. Ja się do tej pory nie skusiłam (i obawiam się, że jednak to za duże wyjście z mojej strefy komfortu ;)), ale codziennie zbierają się tam tłumy. Mała I. też wyglądała na całkiem zadowoloną ze smaku.

Rozglądając się ostatnio za fajnym miejscem na jedzenie, trafiliśmy do stosunkowo nowego miejsca. “Marja Zarka” znajdziecie kilka kroków przed hotelem i całkiem smacznie tam zjecie. Pozytywnie zaskoczyły nas udogodnienia dla dzieci (których raczej nie znajdziecie nigdzie indziej) – podjazd dla wózków, krzesełko do karmienia, plastikowe (tak, wiem, że zło) sztućce. A panna I. zupełnie bez zamówienia z naszej strony, dostała nawet swój posiłek (gratis!). Co prawda było to nic innego jak pure ziemniaczane z natką pietruszki, ale ja bardzo doceniam gest. A przemiły kelner bez mrugnięcia okiem ogarniał bałagan, jaki po sobie zostawiliśmy 😉 Za nasze zamówienie: talerz z rybami, krewetkami, kalmarami i warzywami dla 2 osób, sałatkę (miks wszystkiego – ryż, makaron, ziemniaki, tuńczyk, burak, pomidor, marchewka, jajko – brzmi nienajlepiej, ale ten marokański miks zawsze mnie miło zaskakuje), dwie herbaty i napój zapłaciliśmy ok. 60zł. Chyba całkiem przyzwoicie.

Jeszcze nie umiemy dobrze w internety i najpierw jemy, a potem nam się przypomina o zdjęciach 😉

I na koniec najlepsza miejscówka na kawę. O ile jako noclegu w hotelu Wam nie polecamy, o tyle bywanie w tamtejszej kawiarni już zdecydowanie tak. Wyjdźcie na taras i rozkoszujcie się napojami z najlepszym widokiem na świecie <3

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *