Love love

Love love – styczeń

Ach! I znów muszę napisać – co to był za miesiąc! Przede wszystkim świętowaliśmy, świętowaliśmy i jeszcze więcej świętowaliśmy. Mała, roczna już, dziewczynka rozochociła się w aktywnościach i zaczęła w końcu raczkować w odpowiednim kierunku, a do tego wstawać i już nie upilnujesz 😉 Do tego okazuje się, że jest urodzoną podróżniczką i loty znosi wzorcowo, a kilkugodzinne wizyty na lotnisku to dla niej największa przyjemność i okazja do zaczepiania ludzi. Ale więcej o podróżach z maluchem wkrótce. Tym samym po codziennie zmieniającej się pogodzie w Polsce, wylądowaliśmy w Maroko, w którym wbrew stereotypom wcale nie jest tak ciepło, jak mogłoby się wydawać. Pisząc ten post, siedzę w najcieplejszym swetrze i dogrzewam się kocem. O tym też Wam może wkrótce napiszę, zainteresowani?

Styczeń to jest taki miesiąc, kiedy mi buzuje w głowie. Wydawałoby się więc, że powinnam Was zasypać inspiracjami. Dużo nowych, dobrych rzeczy. A tu gdzieś tak w połowie pomyślałam sobie, że chyba tym razem nie polecę Wam niczego, bo owszem, czytałam, ale jakoś tak bez wielkiego WOW. Owszem, oglądałam, ale niewiele i miałam problem ze skupieniem się, bo inne rzeczy. Ale prawda jest taka, że przecież ja tu mogę Wam powiedzieć, co mi w duszy grało i to się nie musi mieścić w żadne konkretne kategorie. Przecież to, że spędziłam kilka porządnych tygodni na planowaniu nadchodzącego roku (a tak naprawdę najbliższych miesięcy), to też może być dla kogoś inspiracja. A więc zabieram Was w świat, który buzował mi w głowie w styczniu. Ach, nie martwcie się, serial też będzie 😉

Zostań panią swojego czasu i oglądaj darmowe webinary

Wyznam Wam w sekrecie, że na hasło “zarządzanie czasem” tudzież “zarządzanie sobą w czasie” dostaję wysypki. Nie rozumiem i nie czuję tych szkoleń. Pachnie mi to farmazonami i oczywistymi oczywistościami, bez konkretów. Ale jest jedna osoba, która mnie porwała. A zrobiła to w dwójnasób. Po pierwsze – konkretami. Po drugie – osobowością. Jeśli jeszcze nie znacie Pani Swojego Czasu, to koniecznie musicie to nadrobić. Tam nie ma słodkopierdzących pogadanek. Tam jest ogień. Ok, sprecyzujmy, co znaczy tam. Tam, czyli na insta i na poniedziałkowych kawach z Budzyńską. Tam, czyli na grupie na fejsie. I tam na webinarach. (Jest jeszcze tam, na kursach, w książkach i super pięknych materiałach, ale o tym nie mówię, bo nie korzystałam. Jeszcze).

Od jakiegoś czasu obserwowałam Olę, kiwałam głową, fajnie fajnie. A potem zdarzył się grudniowy, darmowy (!) webinar “Jak wymiatać w 2019”. I on mi mocno poprzestawiał w głowie. Powiedzmy to szczerze, jeszcze nie wiem, na ile zadziała to wszystko, ale przynajmniej już wiem, gdzie popełniałam błędy. A na przykład robiłam je, nie robiąc analizy poprzedniego okresu i nie wchodząc w głąb dlaczego coś działa, a inne coś nie. Eureka! Po drugie – planowanie odpoczynku i relaksu. Wiecie, że od tego powinno się zacząć? Tak, tak, odpoczynek nam się należy i wcale nie jako nagroda jak już zwyczajnie padniemy na twarz. Tu nie ma gadania, że musimy być super efektywni i im więcej robisz, tym jesteś lepszy. Mogłabym do jutra pisać, ale nie o to chodzi. Mówię Wam, ta kobieta potrafi zainspirować. I używa brzydkich słów 😉

Ach, jeszcze coś napisać muszę. Bo to jest trochę moje odkrycie ostatnich miesięcy. Na prawdę sporo można w internecie nauczyć się na darmowych webinarach. Trzeba tylko dobrze poszukać. Polecam!

Najpiękniejsze grafiki <3

Ja to mam zawsze problem z kolejnością tych poleceń, bo zdecydowanie to powinno być polecenie numer 1, z jakimś oznaczeniem premium 😉 No ale logicznie jakoś tak mi się poukładało. Niemniej, nic mnie tak w tym miesiącu nie zachwyciło, jak grafiki. Grafiki, które możecie podziwiać na blogu w postaci nagłówka i logo, a niedługo zobaczycie też jeszcze jedną grafikę, do nowej serii postów.

Maja to jest super zdolna i super pracowita dziewczyna. I spod jej ręki wychodzą przepiękne prace. Z resztą, sprawdźcie sami. Jeśli macie ochotę, to taką grafikę (np. z portretem swojej rodziny) możecie mieć, bo Maja robi prace na zamówienie. I mówię Wam, współpraca z nią, to czysta przyjemność.

The Sinner, czyli o co tu właściwie chodzi

Zaczyna się niepozornie, przeciętna rodzina. Mama, tata i syn. Siedzą na plaży, pływają, nic szczególnego. A potem mama kroi gruszkę i sekundę później dźga tym nożem siedzącego obok chłopaka. Sama w tym wszystkim nie wie, dlaczego stało się to, co się stało. Serial (a w zasadzie sezon 1, jest jeszcze sezon 2, ale jeszcze nie widziałam) skupia się na próbie odkrycia przeszłości tej dziewczyny. Kiedy już wydaje się, że wiemy, co tam się wydarzyło, następuje kolejny zwrot i kolejny i kolejny. Niemal do końca nie wiedziałam, o co tak naprawdę chodzi. Nie powiedziałabym, że jest to serial mojego życia, ale bardzo dobrze zagrany, ciekawe postacie i ciekawa fabuła.

A Wam jak minął styczeń?

Ps. żeby nie przegapić żadnych wpisów, śledźcie nas na facebooku, a więcej nas znajdziecie na instagramie The Barhounes i mrs_barhoun

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *