Love love,  Pani Matka

Love love – Małesoowki

Można by mi przypisać szereg różnych cech, ale z pewnością, jedną z naczelnych powinna być oszczędna. Nie skąpa, chytra, czy dusigrosz. To brzmi źle. Ale oszczędna, to jakoś nawet tak miło. Bo ja, drodzy państwo, całkiem lubię kupować, tylko lubię robić to sprytnie. Tak mi to weszło w krew, że na komplement “ale ładna bluzka” zamiast podziękować odpowiem “Z wyprzedaży, 50% taniej”. No tak już mam i nic na to nie poradzę.
Kiedy byłam w ciąży namiętnie obserwowałam mamowe instagramy. Te piękne bobasy w jeszcze piękniejszych sukienusiach. A potem szłam (oczywiście tylko wirtualnie) i siwiałam siwiałam siwiałam. Bo jak moją córkę kocham, tak stówka czy dwie na sukienusie dla niej jest nie taką wcale lekką przesadą.
Poszłam w macierzyństwo oszczędne. Kiedy A. zaproponowała, że chętnie odda mi ubranka po swoim synalku, z radością przyjęłam ją i wielkie kartony, które ze sobą przywiozła (pozdrowienia A.!). W międzyczasie nieustannie klikałam F5 i wyszukiwałam kolejne promocje. A musicie wiedzieć, że 15% mniej do promocji się nie kwalifikuje. Przyjmowałam ochoczo wszystkie prezenty i tak urosła nam niemała garderoba małej I. Tak małej, że jak się urodziła, to na gwałtu rety trzeba było szukać ubrań dla krasnali. I dzięki Ci z tego miejsca moja siostro, która przemierzyłaś Lidla wzdłuż i wszerz, nabywając tym samym same piękności w dobrej cenie 😉

Prawdziwe odkrycie przyszło jednak dużo później. I znów przyszło z moją siostrą. Bo ja choć obok tego odkrycia przechodziłam wielokrotnie, to wcale nie wiedziałam o jego wspaniałości. Ot, sklep dla dzieciaków, pewnie znów przesadzone ceny. Tak tak, tak właśnie myślałam. A myliłam się bardziej niż bardzo. Bo sklep to owszem, z piękną odzieżą dziecięcą, ale bynajmniej nie drogi. Sklep to bowiem z odzieżą z drugiej ręki. Second hand tak zwany. Niechże teraz przyklasnął mi wszyscy fani zero waste. No genialne jest to odkrycie. Bo to nie tak, że nigdy mi ten pomysł nie przyszedł do głowy. Ja w SH różnych bywałam, tylko z odzieżą dla małych pimpków to tam różnie bywa. A tu raj! Idźcie tam, idźcie tłumnie, matki i ojcowie! Na Bulwar Dedala (we Wrocławiu, of course), do MałychSoowek. I na facebooka ich idźcie, bo tam można nawet online rezerwować. I mam nadzieję, że ja sobie tym teraz nie strzelam w stopę. Że nie wykupicie mi tych wszystkich wspaniałości dla małej I. I zdradzę Wam jeszcze w sekrecie, że ja tam chadzam nie tylko na zakupy, ale i poplotkować, bo to trochę takie miejsce spotkań dla okolicznych mam. A ostatni już sekret jest taki, że za każdą wydaną dyszkę dostajecie pieczątkę, a jak zbierzecie takich pieczątek dziesięć, to dostajecie dyszkową zniżkę na zakupy. Wspominałam już, że lubię tanio kupować?

DSCN1545
DSCN1547
DSCN1548
DSCN1549
ps. Nie, nie jest to wpis żaden sponsorowany, choć mam nadzieję, że właścicielka na niego trafi i zrobi jej się może nawet miło 🙂 Bo mi jest miło, jak wybieram się tam na zakupy.
Ps2. żeby nie przegapić żadnych wpisów, śledźcie nas na facebooku, a więcej nas znajdziecie na instagramie The Barhounes i mrs_barhoun

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *