Love love

Love love – maj

Maj od zawsze był jednym z ulubionych miesięcy. Miał jakąś dobrą energię i przynosił dobre rzeczy. 5 lat temu w maju poznałam Y. Dwa lata później w maju wyprawiliśmy nasze wielkie marokańskie wesele. Dwa lata temu maj przyniósł nam wiadomości, że na świecie pojawi się mała I. W tym roku maj to decyzje i szalone kroki, o których jeszcze przez chwilę pomilczymy. Nie długą chwilą, dajcie nam jakiś miesiąc 😉

A co się u nas działo? Chorób (odpukać tfu tfu) jakby mniej, choć nie że wcale. I moglibyśmy może złapać w końcu rytm, gdyby nie… Ramadan. Trochę więc znów mamy nasz domowy multi kulti chaos. Mała dziewczynka zwiedza świat na dwóch nogach (tym samym etap raczkowania już za nami) i z tej perspektywy świat jest dla niej jeszcze ciekawszy. Na przykład można strącać różne rzeczy z półek w sklepie. Popołudnia spędzamy w piaskownicy, a wieczory na wytrzepywaniu piasku z wszystkich zakamarków. Zdarzyło mi się w tym maju kilka razy pójść biegać, z dwa razy poćwiczyć jogę i raz pojechać do pracy na rowerze (thank you awario tramwajów :)). Zajadamy się darami wiosny (czyli głównie truskawkami) i marzymy, żeby było jeszcze więcej słońca.

Z ostatniej chwili

Zazwyczaj jest tak, że przez cały miesiąc zbieram te rzeczy, które mi się podobają, żeby Wam je potem tu polecić. Zazwyczaj są to właśnie takie zachwyty, które były ze mną przez dłuższy czas. Tydzień, dwa, czasami miesiąc. Polecam Wam rzeczy, które już dobrze znam. Które całe przeczytałam. W większości obejrzałam, czy przesłuchałam. Ale wczoraj, właśnie wczoraj wpadłam na coś, co totalnie mnie oczarowało. Dopiero zaczęłam, ale już wiem jak spędzę weekend. Przepadłam totalnie. Mosak Marcin kręci filmy. Krótkie. Podróżnicze i nie tylko. Ale jak on je kręci. Wooooow! Mega profeska, niebanalne podejście, mistrzostwo montażu. I jeszcze do tego mądrze gada. Nawet film o wytwarzaniu energii obejrzałam z otwartą buzią z zachwytu. Jeśli nie mieliście pomysłu na weekend, to już macie.

są też filmy z Maroka <3




Złe mi się śni

Tak, tak, śnią mi się morderstwa. Śnią mi się zbrodniarze. Ale jak mają mi się nie śnić, jak w każdej wolnej chwili słucham kryminalnych opowieści… O ile się nie mylę, to w poprzednim love love polecałam Wam podcast kryminalny “Piąte: nie zabijaj”. I tak mnie wkręcił, że chciałam więcej. I film po filmie przechodziłam od jednego kanału kryminalnego do drugiego i tak trafiłam na Karolinę Annę. To nie była miłość od pierwszego usłyszenia, ale wpadł jeden filmik, drugi. A że są krótkie (tak 20 minut max, ale sporo jest też jeszcze krótszych) to pokusa na “jeszcze tylko jeden” rosła i rosła. A historię wciągają nie tylko dlatego, że są po prostu dobrze opowiedziane, ale też dlatego, że są bardzo mało znane. I tym sposobem jeden filmik w drodze ze żłobka do pracy, drugi w porze lunchu, potem na trasie praca-dom, potem coś jeszcze do wieczornego gotowania i tym sposobem obejrzałam już prawie wszystko. Guilty pleasures 🙂




Dead to me

Może to nie jest serial mojego życia, ale dobrze, ach jak dobrze się to oglądało. Morderstwo, żałoba, tajemnice, tajemnice i jeszcze więcej tajemnic. Czy da się zbudować przyjaźń na kłamstwie? Jak przeżyć żałobę, gdy zmarły mąż okazuje się zdrajcą? O marzeniach, samotności, złości, próbie odnalezienia się na nowo. Bywa smutno, intrygująco, bywa śmiesznie.



A co Was zakochało w maju? Dajcie znać w komentarzach 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *