Love love

Love love – listopad

Ten miesiąc zaczął się od spektakularnego dupnięcia naszego życia o grunt, przypieczętowanego równie spektakularnym zgubieniem portfela, który zapewne też zrobił sru o ziemię. Ale co się wydarzyło potem, ach co się wydarzyło potem (kto regularnie czyta bloga, ten wie ;)). Mąż mój ściskał listonosza, ja zalana łzami odtańcowywałam szamański taniec na środku parkingu, a wszystko przez jeden drobny list z urzędu. To był taki miesiąc, w którym nagle pewne rzeczy, które od dawna były w chaosie, zaczęły nagle wskakiwać na swoje miejsce. Jak na przykład wtedy, gdy udaliśmy się na ostatnią już wizytę w urzędzie, wszyscy byli mili, komuś chciało się nie odburknąć, tylko pomaszerować po naszą teczkę do magazynu. Jak na przykład wtedy, gdy na pełnym parkingu czekało na nas jedno jedyne wolne miejsce. I jak w knajpie akurat była zniżka na to, co chcieliśmy wtedy zjeść. Takie drobne rzeczy zbudowały ten miesiąc.

Żeby nie było zbyt pięknie, pewna mała dziewczynka przez ponad dwa tygodnie przechodziła kryzys egzystencjalny. Trzeba się więc było tulić bez końca i bez końca przeglądać w lustrze. Jest bowiem kilka takich rzeczy, które pomagają na najgorsze humory. Zrobienie sobie bazy pod lustrem w przedpokoju. Gapienie się na piorącą pralkę, jak na najbardziej wciągający serial w TV. Bujanie się na huśtawce, co nie wiedzieć czemu, wywołuje salwy śmiechu. A tak w ogóle, jak już minęły kryzysy, to dziewczynka zaczęła radośnie rechotać, bez widocznego powodu, ale robi to zarówno w dzień, jak i w środku nocy. Najsłodsza jest kiedy coś szepcze pod nosem i tak sobie właśnie opowiadamy sekrety. A poniżej znajdziecie sekretną listę ulubieńców tego miesiąca.

SERIAL

I znów przepadłam. Wciągnęłam się i nie mogłam oderwać. Całe szczęście, że to tylko jeden sezon, bo na więcej nie byłoby tym razem czasu. Był wątek obsesji. Przekraczania granic. Był motyw łatwości znajdowania wszystkiego o ludziach w sieci (sic!). Były detale, jak brzęczące bransoletki, które mi się zamarzyły. Była wielka miłość. I wielkie rozczarowanie. Była przyjaźń, o której nie wiadomo, czy można ją przyjaźnią nazwać. To serial o potrzebie kontroli. O braku umiejętności akceptacji ciągów wydarzeń takimi, jakie są. Trzyma w napięciu, budzi sprzeczne emocje. Ładnie nakręcony. Ładnie zagrany. I ta historia, mogła skończyć się tak dobrze, a… A jak się skończyła, sprawdźcie sami. Serial nazywa się “You” i znajdziecie go na HBO (a niedługo podobno też na Netflixie).

BLOG

Poznałyśmy się przez insta. Wyjątkowo pamiętam nawet jak trafiłam na jej profil, miała takie super zdjęcie z #kadrynieułożone. Polubiłam, zaobserwowałam, normalka. Nie spodziewałam się, że może spodobać jej się mój profil. A nie dość, że i ona mnie zaobserwowała, to jeszcze weszła na bloga, a na koniec wysłała najmilszą na świecie wiadomość video. Wiecie, w dobie botów i kupowania lajków takie rzeczy się nie zdarzają. I tak się obserwujemy, czasem rozmawiamy na mniej i bardziej poważne tematy. A nie dość, że ma świetnego instagrama, to jeszcze w listopadzie założyła bloga. Blog dopiero raczkuje, ale już jest najpiękniejszy, dopracowany w najdrobniejszych szczegółach. Taki, że zazdro. Ale tak pozytywnie, tak, że mi się zachciało mojego dopracować (stay tuned). Także zajrzyjcie koniecznie na bloga, ale nie pomijajcie insta. Znajdziecie piękne, klimatyczne zdjęcia. Ale przede wszystkim ogrom dobrych treści 🙂 O poszukiwaniu i wchodzeniu wgłąb siebie. O wyjściu z systemu. O byciu dzikim, pozytywnym człowiekiem. O edukacji domowej, która do tej pory dla mnie była dość abstrakcyjnym pomysłem. A wszystko Mania podaje tam tak, że czujecie wolność. Nie musicie się ze wszystkim zgadzać (nawet możecie się nie zgadzać z zupełnie niczym), ale znajdziecie tam pole do refleksji i własnych poszukiwań.

INSTAGRAM

Powinnam od tego polecenia zacząć, ale nie wiem, czy ta osoba mnie nie pogoni za upublicznianie jej tutaj. Napiszę więc o niej tutaj na końcu, po cichutku. I nie powiem Wam jakie łączą nas więzy 😉 Powiem za to, że jest ona super zdolna! I bardzo się cieszę, że założyła to konto, a jej rysunki wyszły z szafy. I dumna jestem! Polecam tą instagramowiczkę wszystkim fanom dobrego rysunku. A nawet jeśli nie jesteście fanami rysunku, to i tak idźcie na jej profil i odnajdźcie portret mojej małej dziewczynki.

Ps. Osoba ta również maluje piękne obrazy, mam nadzieję, że internet też je niedługo ujrzy 😉

Ps2. żeby nie przegapić żadnych wpisów, śledźcie nas na facebooku, a więcej nas znajdziecie na instagramie. 


No Comments

  • Mania

    Droga,
    To będzie mój pierwszy, mam nadzieję nie ostatni komentarz u Ciebie/ Was. Po pierwsze, ale to już wiesz, jestem wzruszona do głębi tym, że znalazło się dla mnie miejsce w Twoim sercu.To niesamowite jakie my, Kobiety, mamy pojemne te serducha! To, że o mnie tutaj tak ciepło wspomniałaś i to teraz kiedy zaczynam swoją przygodę z blogiem, z pewnością się na długo we mnie zapisze ❤
    Wspaniale wymyśliłaś tą nazwę dla podsumowań miesięcy, bo miłość można znaleźć wszędzie i wyciągnąć ją z nawet najtrudniejszych doświadczeń. Ileż to razy ja w życiu zgubiłam portfel…ile razy dokumenty od auta, które po wyrobieniu już nowych, odnajdowały się w zimowym kozaku gdzieś na dnie garderoby???
    A co do urzędów i urzędników to zanim się do takowych wybiorę, wzbudzam w sobie miłość do siebie, przypominam sobie cały mój „background” bliższy i dalszy a potem mówię na głos – „Jestem takim samym człowiekiem jak oni”. Uśmiecham się szeroko do siebie, następnie do każdej osoby pracującej w danym miejscu. No i tutaj zaczynają dziać się już cuda: Nad stanowiskiem pracy rozpościera się tęcza, Pani urzędniczka zawiązuje kokardę na swojej tęczowej grzywie, poprawia lekko przesunięty w prawo róg, też tęczowy, a kiedy po pomyślnie załatwionej sprawie wychodzę, całe „stado” urzędników, macha mi uroczo tęczowymi kopytkami 😉
    Dziękuję za „You” a ja polecam na Netflixie „Wanderlust” – poza, pomysłem na fabułę, grą aktorską, zdjęciami, jest i genialna ścieżka dźwiękowa!
    Dziękuję też za YOU – czyli Ciebie!
    Namaskar
    Mania

    • thebarhounes

      Maniu,
      dziękuję za komentarz (a jednak nie pierwszy, rozmawiałyśmy wszak ostatnio o paleniu przy dzieciach ;))
      Absolutnie miłość i zachwyty można znaleźć wszędzie i we wszystkim. Szkoda, że tak często o tym zapominamy. Pracuję mocno nad tym, żeby skupiać się na pozytywach, na tym co porusza moje serce w dobry sposób.
      Co do urzędników, to co do zasady zgodzę się. Zazwyczaj mam nawet problem taki, że jestem za miła i przepraszam nawet, gdy to wina urzędu 😉 Ale nasze ostatnie przeboje z legalizacją pobytu Y. i kilkanaście wizyt w urzędach tak nam dały w kość, że teraz każdy przejaw uprzejmości odbieramy jako cud.
      A jak tylko znajdę chwilę, sprawdzę Wanderlust.
      Ściskam Cię mocno!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *