Love love

Love love – lipiec

Lipiec to był zdecydowanie miesiąc, w którym się działo. Odwiedził nas kumpel Y. z Maroka i przywiózł ze sobą garść przygód i rosyjską pozytywkę dla I., która okazała się ulubioną zabawką ever. Odwiedzili nas moi rodzice, co oznacza, że zjadłam jakąś setkę pierogów oraz o mało się nie pobiliśmy z mężem moim walcząc o ostatni kawałek sernika. Wróciłam w końcu do czytania książek. Byłyśmy z córką na fitnessie dla mam w parku. I. przekroczyła magiczną granicę pół roku i zaczęła pełzać. Zepsuł nam się samochód. Wylegiwaliśmy się nad wodą. Odkryłam, że da się sprać marchewkę z ubrań (och witaj rozszerzanie diety ;)). Wystawialiśmy twarze do słońca i dużo się śmialiśmy, bo to ulubione zajęcie naszej dziewczyny.

W lipcu ujrzał też w końcu światło dzienne tenże blog. I tak sobie myślę (bo to głównie ostatnio robię) i wymyśliłam, że może fajnie by było się z Wami dzielić jakimiś najmilszymi, najfajniejszymi i innymi naj rzeczami z danego miesiąca. Fajnie by było? Dajcie znać 🙂

 

Serial

Kto mnie zna, ten wie, że jestem serialoholiczką. Potrafię (a raczej potrafiłam zanim pod moim dachem zamieszkała pewna mała dziewczynka) wciągnąć cały sezon serialu w weekend. Na filmach zasypiam po pięciu minutach, przy serialach mogę obejrzeć pięć odcinków z rzędu. Serial, który chcę Wam polecić to jest absolutne mistrzostwo świata. “Opowieści podręcznej” – znacie? Kto nie zna, musi obowiązkowo nadrobić. Świetnie nakręcony, świetnie zagrany – tak, zdecydowanie. Ale to nie dlatego warto go obejrzeć. Dla mnie to opowieść o tym, co może się stać, jeśli ludzie tacy jak ja i ty nie przeciwstawią się wymysłom kilku oszołomów. Co może się stać, jeśli zamiast głośno powiedzieć dość będziemy cicho powtarzać, że przecież na pewno nie będzie aż tak źle. Niesamowicie przystający do aktualnej sytuacji politycznej. Miałam ciary na plecach przez całe dwa sezony. Z niecierpliwością czekam na trzeci.

Miejsce

Pamiętacie kumpla Y. z początku wpisu, który nas odwiedził? A wiecie, co się dzieje jak ktoś zgubi paszport, w którym ma wizę? Najpierw spędza długie (naprawdę długie) godziny ze strażą graniczną i tłumaczem, który nie za bardzo potrafi tłumaczyć. A potem musi odwiedzić ambasadę. Postanowiliśmy mu w tej wyprawie do ambasady towarzyszyć i skutkiem tego I. wyruszyła w swoją pierwszą małą podróż. Z Warszawą to ja mam taką love-hate relację. Mieszkałam tam przez 2,5 roku i przez cały ten czas odliczałam dni do wyjazdu. Z dzisiejszej perspektywy wiem, że nie wykorzystałam tego czasu dobrze, ale nie o tym. Bo tak sobie myślę, że Warszawa to jest jednak fajne miejsce na taką 1-2 dniową wycieczkę. My mieliśmy mniej niż pół dnia i co chwilę padało, nic spektakularnego więc nie robiliśmy. Ale sam spacer Nowym Światem, Krakowskim Przedmieściem, potem Stare Miasto i Barbakan. Niby nic, a chłopcy byli zachwyceni. Mi też się wyjątkowo podobało (mimo że znam te miejsca jak własną kieszeń) i już mamy w planach powrót w niedalekiej przyszłości na chwilę dłużej. Nie tylko do centrum. Jak będziemy mieli chwilę, to marzy mi się łażenie bez planu po Saskiej Kępie i Żoliborzu. Wam też polecam.

Rzecz

Zawsze się zastanawiałam, co to za pomysł, żeby robić kalendarze na 17 miesięcy zaczynające się od sierpnia. Rozumiem takie od września, czy października dla uczniów. No żeby on chociaż był od połowy roku, to jeszcze. Ale od sierpnia? Co za pomysł? I dziś już wiem, to kalendarze dla mnie.

Ja, miłośniczka kalendarzy, zeszytów i notatników na ten rok nie kupiłam nic. A nie, przepraszam. Miałam ambitny plan bullet journal, ale jak pojawiła się I. to zabrakło i czasu i weny. Swoje planowanie w tym roku ograniczyłam do zapisywania na lodówce dat szczepień. I spoko, przeżyliśmy. Ale coraz bardziej mieliśmy poczucie nieogarniania. Taka jest u mnie niestety prawda, że jak coś nie jest zapisane, to się raczej nie stanie. I tak sobie pomyślałam, że trochę głupio kupować kalendarz w lipcu, ale trudno, ponad połowa pozostanie pusta. I pomaszerowałam do TkMaxx, mojego źródła i pięknych i niedrogich kalendarzy. I wiecie co, czekał tam na mnie on, kalendarz na 17 miesięcy, od sierpnia. I jeszcze był piękny 🙂 To przeznaczenie!

A co Wy polubiliście w lipcu? 🙂

Ps. żeby nie przegapić żadnych wpisów, śledźcie nas na facebooku, a więcej nas znajdziecie na instagramie The Barhounes i mrs_barhoun.  

No Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *