Love love

Love love – grudzień

Grudzień minął nam niepostrzeżenie. Jeszcze szybciej niż wcześniejsze 11 miesięcy i aż nie wiem, jak ten fakt skomentować. Odsuwam od siebie myśli, że jeszcze chwila i trzeba zakończyć to urlopowanie się i siedzenie w domu 😉 Póki co planujemy jeszcze wakacje, w związku z tym najmłodsza wyrobiła sobie w grudniu paszport, a my zakupiliśmy bilety.

W grudniu nasza dziewczyna rozgadała się na całego i nauczyła bić brawo. Opanowała też nowe pozycje jogi, np. psa z głową w dół. Wykonuje go zawsze i wszędzie, niezależnie czy to kuchenna podłoga, czy wanna. Musi jedynie jeszcze trochę poćwiczyć nad wychodzeniem z pozycji. I nad przemieszczeniem się do przodu, a nie tylko do tyłu.

Chyba po raz pierwszy zdarzyło się tak, że o czym tu napiszę i co Wam polecę, wiedziałam już drugiego grudnia (ok, nie o wszystkim wiedziałam, ale o dwóch poleceniach na pewno). Ten miesiąc zaczął się jakąś burzą w głowie i absolutną potrzebą chłonięcia dobrych rzeczy. No to na ten koniec grudnia polecam Wam, samo dobro.

Czasopismo na chwile relaksu

Przyznaję się bez bicia, że mimo mojej wielkiej miłości do papieru i druku, z kupowania gazet i czasopism zrezygnowałam już dość dawno. Szczególnie czasopisma mocno mi obrzydły, gdy 3/4 zajmują reklamy. I żeby nie było, ja rozumiem, że takie są prawa rynku i z czegoś trzeba żyć. Ale to jednak dla mnie za dużo i bez sensu. Sama nawet nie pamiętam, kiedy ostatni raz kupiłam coś w kiosku do poczytania. Ale temu magazynowi oprzeć się nie mogłam. I bardzo rozpaczałam, gdy spóźniłam się z zakupem poprzedniego numeru. A wyprzedał się raz dwa, niech to też będzie dla Was rekomendacją.

The Mother MAG to jest taka gazeta, po którą powinna sięgnąć każda mama i kobieta w ogóle. Nie ma tam ściemy, nie ma pierdzenia brokatem, ani durnych poradników. Tam każdy tekst i każde zdjęcie jest przemyślane od początku do końca. Każdy numer ma temat przewodni i każdy jest motywujący. Ale w taki sposób, że serio czytasz i nie wiesz, czy lepiej dokończyć, czy wstać i już działać. Podziwiam to dobro tym bardziej, że nie wydaje tego żadne ogromne wydawnictwo, a dziewczyna, która po prostu zakasała rękawy i spełnia swoje marzenia. I och, jak ona dobrze to robi.

Bacstage robienia zdjęć z dzieckiem 😉

Podcast – towarzysz codzienności

W przeciwieństwie do gazet, z podcastów nigdy nie zrezygnowałam. Bo i nie było z czego rezygnować. Jakoś mi się wydawało, że to nie jest coś dla mnie. Kiedyś podjęłam próbę słuchania audiobooków i skończyło się to tak, że audiobook sobie, a moje myśli sobie. Ja się po prostu nie potrafię skupić i wyłączyć myślenia. I w sumie nie wiem, jak to się stało, że pewnego dnia odpaliłam Słuchowisko by Krótki poradnik jak ogarnąć życie. Odpaliłam i przepadłam. I wcale nic mnie nie rozprasza. Słucham i nawet jeśli moje myśli zaczynają gdzieś wędrować, to wciąż wędrują po tej orbicie, o której opowiada Justyna. A talent do opowieści ma ona niezwykły. Lekko, nawet na poważne tematy. Czasem bardziej zabawnie, czasem bardziej sentymentalnie. I zdecydowanie dla wszystkich, bo tematy są najróżniejsze. Myślę, że szczególnie spodoba się takim jak ja, po trzydziestce (sic!), bo przynajmniej ja najbardziej lubię te retrospekcje i powroty do lat 90. I ten głos! Czy ja już dzisiaj wspominałam, że polecam Wam samo dobro?

Słuchowisko znajdziecie na Spotify, YouTube, SoundCloud i Apple Podcasts

Serial do refleksji

To jest jedyne polecenie, które nie przyszło z początkiem miesiąca. Ale jakie to było dobre niech świadczy fakt, że nie pochłonęłam tego serialu na raz, tylko dawkowałam go sobie. To nie jest serial, który oglądasz jednym okiem, drugim ogarniając coś innego. To jest serial, przy którym trzeba usiąść z dobrą kawą i oglądać w skupieniu. A przynajmniej ja tak robiłam. Bo to nie jest serial, który się tylko miło ogląda i zaraz o nim zapomina. To serial o tym, że na koniec dnia jesteśmy tylko sami ze sobą. O tym, że są takie emocje i myśli, których nie mówimy nawet najbliższym. I też o tym, jak wiele, nawet będąc bardzo blisko drugiego człowieka, wciąż nam umyka. Jak często nie dostrzegamy smutku w czyichś oczach, zagubienia i potrzeby rozmowy. To też opowieść o tym, że często nasze życie wcale nie układa się tak, jak byśmy chcieli. I też o tym, że to, co na pozór wygląda idealnie, zazwyczaj jest od tego ideału dalekie. Jest tajemnica, samobójstwo, zdrada, romans i kilka jeszcze innych wątków. Ach i przyjaźń jest.

Czy ja już powiedziałam, jak ten serial się nazywa? Ups, prawie zapomniałam. A million little things. I ja już z niecierpliwością czekam na 17 stycznia na nowe odcinki 😉

To teraz ja uprzejmie poproszę o Wasze polecenia dobroci 🙂

Ps. żeby nie przegapić żadnych wpisów, śledźcie nas na facebooku, a więcej nas znajdziecie na instagramie The Barhounes i mrs_barhoun

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *