Pani Matka

Jak z bicza strzelił

Moja dziewczyna o tysiącu imion skończyła pół roku. Mogłabym napisać jak z dnia na dzień jest coraz większym słodziakiem. Jak z największym zaangażowaniem rozmawia z oknem i lampami. Jak nieustannie przeżywa fascynację swoimi stopami. Jak musi wszystkiego dotknąć i polizać, zwłaszcza jeśli jest brudne i mokre. Jak się uśmiecha się na widok swojego taty. Mogłabym tak pisać do jutra, ale nie mam tyle czasu, bo żeby napisać ten post muszę  głośno mruczeć hymn Stanów Zjednoczonych (nie pytajcie).  Ale mimo nieustających zachwytów nad tą moją Kluseczką, dzisiaj napiszę o sobie, o nas, rodzicach. Bo owszem, I. kończy dziś pół roku. Ale to też pół roku nas, jako rodziców. I taka mnie naszła refleksja. Kim my jesteśmy? Co znaczy być rodzicem? Jakie nowe role nam przypadły?

DSCN0833

Rodzic – artysta

Odgrywanie ról, mówienie śmiesznymi głosami i strojenie min to nasza codzienność. Zostaliśmy mistrzami w wymyślaniu piosenek. Nikt tak nie cenił mojego talentu jako piosenkarki jak ona. Nie wiedzieć czemu najbardziej lubi piosenkę o znaczącym tytule (i treści zarazem): „Tu już zawsze będzie bałagan”. Ojciec jej potrafi za to wyśpiewać na każdą melodię i nieskończoną ilość razy piosenki o treści: „hello, hello”, „fankocha, fankocha” (czyt: fenkusza, fenkusza; to taki marokański odpowiednik naszego słodziaka) i „kurczaka, kurczaka”. Jeśli zobaczycie rasta-gościa pchającego wózek i wyśpiewującego coś z tego zestawu, to więcej niż pewne, że to moi ludzie. W dwie sekundy umiemy też wymyślić teatrzyk z rąk albo zamienić się w łaskotkowego potwora.

 

Rodzic – wariat, ekshibicjonista

Bo jeśli myślicie, że nasze artystyczne poczynania pozostają w czterech ścianach naszego mieszkania, to źle myślicie. Owszem, towarzyszą nam w domu, ale tyłki ratują nam najczęściej poza domem. W parku, czy w sklepie już się człowiek nie wstydzi robić z siebie głupa. Inni rodzice małych dzieci spoglądają ze zrozumieniem, czasem nawet wdzięcznością, gdy uda nam się przy okazji rozbawić też ich dziecko. Pozostali spoglądają różnie, ale rzadko nas to wzrusza. Do perfekcji opanowaliśmy minę „ale o co chodzi?”, gdy nasze dziecko puści bąka głośnego na cały sklep, albo zrobi najgorzej pachnącą kupę w urzędzie (akurat temu panu urzędnikowi się należało, bo był wyjątkowo niemiły). Sorry córko, jeśli kiedyś to przeczytasz, ale takie jest życie.

DSCN0699

Rodzic – zawsze świeżo po zabiegach kosmetyczno-fryzjerskich

Tak, my rodzice jesteśmy mistrzami w opowiadaniu o braku czasu, a już szczególnie braku czasu dla siebie. Przyznajmy jednak, po co wychodzić do fryzjera, czy kosmetyczki, gdy ten najlepszy/a mieszka z nami pod jednym dachem? Włosy nasze zawsze w najmodniejszym artystycznym nieładzie, lekko uniesione u nasady. Regularnie poprawiane, podszarpywane, a nawet lekko przerzedzane, gdy małe rączki mają ochotę coś mocniej szarpnąć. Policzki nasze zawsze lekko zaróżowione od szczypiących paluszków. Koszulki może i wygniecione, ale regularnie naciągane, żeby lepiej na nas wyglądały. Nasza stylistka dba też o minimalizm w biżuterii, każdą nadprogramową sztukę w ekspresowym tempie zdejmuje.

Rodzic – nudziarz

I nie chodzi o to, że rodzic ciągle się nudzi. Choć, nie ukrywajmy, czasem się zdarza. Bo jak moją córkę kocham, tak bawienie się przez godzinę w „akuku” albo podkładanie głosu pod pluszową małpkę może znudzić. Zwłaszcza jeśli scenariusz powtarza się codziennie, siedem dni w tygodniu. Ale nie ukrywajmy też, że my jesteśmy (a szczególnie ja, A.) nudziarzami. Wokół tej małej panienki kręci się bowiem od pół roku cały nasz świat. I nieustannie nas ta dziewczyna fascynuje i bawi. I pewnie (mam nadzieję!) kiedyś to się zmieni, ale dzisiaj nie mam ochoty na inne zainteresowania poza nią. I wiem, że to nudne, gdy ktoś pyta co u mnie albo co sądzę o tym, czy o tamtym, a ja zawsze dochodzę najkrótszą drogą do opowieści o Niej. Sorry przyjaciele, jeszcze kiedyś pogadamy o świecie, obiecuję.

DSCN0954

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *