Bez ładu i składu,  Pogadajmy o życiu

It’s time to say goodbye

Nie spodziewałam się, że taki wpis kiedykolwiek powstanie. Nie dlatego, że myślałam, że to będzie projekt na zawsze, ale dlatego, że takie końce zazwyczaj są ciche i niepostrzeżone. Zazwyczaj rozmywają się w czasie i tak przecież było i w tym przypadku. Od dawna i wpisy na blogu i filmiki na kanale pojawiały się niezwykle rzadko. Na wszystko brakowało czasu i energii. Ale jeszcze do niedawna, to miało się zmienić. Wbrew temu, co przed chwilą napisałam, do niedawna jeszcze planowałam powrót do regularności, do wpisów i filmów. I ja się do tego powrotu porządnie przygotowywałam. Mam cały kalendarz publikacji, kilka mniej i bardziej dokończonych wpisów i nawet kilka nagranych filmików. A jednak, dziś nadszedł dzień, w którym to wszystko zostawiam. Czy kiedyś do tego wrócę? Nigdy nie mów nigdy, ale na dzisiaj mówię, że kończę ten rozdział. Być może pojawię się za jakiś czas z innym projektem, któż to wie. Ale dzisiaj stawiam kropkę na końcu tego blogowego zdania. Ale zanim ją postawię, czuję, że należą Wam się jakieś wyjaśnienia.


Lekcja odpuszczania

Gdy zaczynał się ten rok, od samego początku czułam, że to będzie rok odpuszczania. Lista rzeczy, które chce i które powinnam robić jest super długa, postanowiłam więc, że skupię się na kilku. I mi się nawet wydawało, że ja przy tych wyborach uwzględniam swój kontekst życiowy. A jednak wciąż się przeliczałam. Na swoją listę wpisałam tylko kilka rzeczy. Nieustannie prowadziłam wewnętrzne dysputy czy blog, czy vlog i czy na pewno nie dam rady ogarnąć obu. Co wieczór, gdy w końcu nadchodził czas, że panna I. już spała, a ja miałam czas zacząć ogarniać coś z mojej listy, kończyłam z wyrzutami sumienia. I ani nie robiłam niczego, co zrobić miałam, ani się nie relaksowałam. W ciągłym stresie, że robię za mało. Że przecież inni też mają dziecko i pracę i ogarniają, to co jest ze mną nie tak. Dziś wiem, że wszystko jest ze mną ok. Że praca i rodzina (w której szanowny małżonek ciągnie dwa etaty), to naprawdę dużo. To wystarczająco. Że gdy o 21 w końcu nic nie muszę, to już na prawdę nic nie muszę. Mogę sobie pozwolić na książkę, serial i zwyczajnie odpocząć.

Rachunek zysków i strat

Nie znaczy to wszystko, że całkowicie zrezygnowałam z mojej listy, co bym chciała i co powinnam. Ale podeszłam do niej najrealniej. Plan minimum. Tyle, ile jestem w stanie. Ale jak miałam wybrać, skoro ja to wszystko chcę. I w końcu zaczęłam sobie zadawać odpowiednie pytania. Może nieco egoistyczne, ale co ja z tego mam? Na mojej liście zajęć dodatkowych była też na przykład nauka norweskiego i regularny sport. I tu nie miałam wątpliwości, że zyski z tych dwóch będą dla mnie ogromne. Że będą miały realny wpływ na jakość mojego życia. A blog? Cóż, tu sprawa nie jest taka jasna. Bo owszem, może by kiedyś z tego były jakieś pieniądze. Ale przez ostatnie dwa lata nie przyniosło mi to ani złotówki. Wręcz przeciwnie. Inwestowałam w domeny, serwery, szablony. Poświęcałam mnóstwo czasu i uwagi. Nie tylko na pisanie i myślenie o blogu, ale też na kontakt z czytelnikami. Mnóstwo osób, które trafiły na bloga, odezwało się do mnie. Czasem pytali o formalności, dokumenty, doświadczenia. Czasem to były długie przegadane godziny o wątpliwościach, o braku akceptacji otoczenia, o konflikcie z rodzicami. Było i tak, że ktoś po rozmowie ze mną odkrył, że świeżo poślubiony mąż jest oszustem, a do tego jest agresywny. A ja, jestem jaka jestem. Odpisywałam, wysłuchiwałam, klepałam po ramieniu. I przeżywałam. Każdą trudną historię, którą ktoś się ze mną podzielił, mieliłam w swojej głowie miliony razy. Zastanawiałam się, czy radzić i jeśli tak, to co. Jak pomóc. Przygniatało mnie poczucie odpowiedzialności. I dużo smutku, bo mój poziom empatii jest niezwykle wysoki. I w pewnym momencie poczułam, że to za dużo. Ze już dłużej tak nie mogę.

Pieniądze to nie wszystko

Napisałam, że przez te dwa lata nie zarobiłam ani złotówki. A jednak zyskałam coś dużo cenniejszego. Kilka fantastycznych znajomości, niektóre nawet skończyły się spotkaniami w realnym świecie. Posiadłam kilka nowych umiejętności, z postawieniem bloga i montażem filmików na czele. Nabrałam poczucia, że całkiem umiem w pisanie. Dostałam mnóstwo wsparcia i ciepłych słów od ludzi, z którymi się nie widziałam lata całe. Na pewno nie mogę powiedzieć, że te dwa lata, to był czas stracony, bo bilans zdecydowanie wychodzi na plus. No i przecież nigdy o pieniądze tu nie chodziło. Bo bloga zaczęłam pisać z poczuciem misji. Chciałam pokazywać przez pryzmat naszej historii, że takie historie się udają i że ludzie są tylko ludźmi, niezależnie od koloru skóry, wyznania, czy miejsca, w którym się urodzili. I chyba trochę mi się to nawet udawało, choć czasem szło wręcz za daleko. Bo zdarzało się i tak, że ktoś naszą historię brał za pewnik i mimo zupełnie innych okoliczności widział tylko równanie Polka+Marokańczyk=sukces. A to przecież nie tak. Nie da się tak łatwo przykładać do siebie historii totalnie różnych.

Szufladkowanie

Wymyśliłam sobie misję i się wokół tego tematu bardziej i mniej kręciłam. Ale zaczęło mnie to z czasem ograniczać, poczułam się jak w klatce, ale nawet jakieś nieśmiałe próby wyjścia z niej kończyły się fiaskiem. I choć uparcie powtarzam, żeby nie szufladkować ludzi, to sama siebie w taką szufladkę wrzuciłam. I nie do końca jednak mi się ona spodobała. Bo ja lubię wolność, wolność i swobodę.

Gdy zaczynałam pisać, miałam też wrażenie, że mało jeszcze w internecie tego tematu, że ciężko znaleźć historie prawdziwe, a nie wyłącznie te tragiczne. Że mało takich, gdzie pisze się nie tylko o romantycznych początkach lub tragicznych końcach, ale też o normalnym życiu. O walkach urzędami, relacjach z teściami i multikulturowym wychowywaniu dzieci.

Dziś blogów, vlogów, instagramów w tym temacie jest więcej niż kilka. I są one bardzo dobre. Czy jest więc potrzeba, żebym i ja się tak uzewnętrzniała?

Dziś jestem też już inną dziewczyną i mam wrażenie, że nasze punkty odniesienia są już całkiem inne. Mieszkając w Norwegii mam wrażenie, że nasza multikulturowość się zaciera, tutaj nie jest niczym wyjątkowym. Trochę więc i mi brakuje takiego “podburzenia”, które mnie pchało, żeby pisać i głośno mówić o niektórych tematach.

I co z nami teraz będzie?

Jak każde rozstanie, każdy koniec i tu jest nutka melancholii, nostalgii. Ale i ekscytacji, bo koniec jednego zawsze oznacza, że zwalnia się miejsce na coś nowego. Na co? Nie wiem. Wciąż jeszcze nie wiem, kim zostanę, gdy dorosnę.

Blog przez chwilę jeszcze pozostanie, także jeśli coś z niego może być Wam przydatne – kopiujcie na zdrowie (tylko pamiętajcie, że kopiowanie może być tylko do użytku własnego). Pod koniec roku, gdy skończy mi się ważność domeny i hostingu, już go raczej nie przedłużę i tym samym blog zostanie pochłonięty przez czarną dziurę.

Dziękuję, że byliście tu ze mną. Że czytaliście, oglądaliście, słaliście dobre słowa. Trochę razem przeżyliśmy i jest mi niezwykle miło, że towarzyszyliście mi w tej historii. Kto wie, jakie bezgranicznie historie jeszcze przede mną 🙂 Do zobaczenia, usłyszenia, przeczytania. Może. Gdzieś. Kiedyś. Pa <3

One Comment

  • DorotaES

    Mam podobny dylemat co Ty, bo także nie działam w sieci regularnie a prawdę mówiąc z pisania też dużo nie mam a jak wpadł jakiś grosz to od czasu do czasu. Robienie listy zysków i strat oraz tego co się opłaca a co nie nauczyły mnie przede wszystkim… pandemia i zamknięte przedszkole a teraz przerywane już od pierwszego tygodnia atakiem byle podejrzanej grypy. Brak czasu na różne czynności dnia, którego 99% pochłania opieka nad dzieckiem jest niewiele i stwierdziłam, że jednak trzeba iść w stronę minimalizacji i rezygnacji. Prawdę mówiác rzucenie blogowania, w którym się męczysz może być jak… rzucenie znienawidzonego etatu, który był ciężaremi zaczęcie nowego, lepszego życia. Tego Ci właśnie życzę, aby Twoje życie po blogu stało się lepsze, bardziej spełnione. Oczywiście nie zapominając tego blogowego okresu i pewnych pozytywów, które Ci przyniósł. Wartościowy dla niszy związków Polsko-marokańskich był z pewnością. Trzymaj się kochana i wszystkiego dobrego
    😘

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *