Pani Córka

I na co się tak gapisz?

Pisałam już o tym, jak drażni mnie wchodzenie w strefę intymną mojego dziecka. Pisałam też już o tym, że gapienie się wywołuje we mnie agresję. Ale od jakiegoś czasu spotyka mnie problem pokrewny, acz od drugiej strony. I problem z dnia na dzień się pogłębia. I tu już nie ludzie są problemem. Ale dziecko. Moje własne.

Moje dziecko gapi się na ludzi

Wsiadamy do tramwaju. Dzień jak co dzień. Każdy wpatrzony w ekran telefonu, w książkę, zagapiony przez okno. I w tym ona, moja mała zagapiona. Ledwie bowiem przekroczymy obniżony dla nas próg, ona już wypatruje swojej ofiary. I patrzy. I patrzy. Wgapia się. Wwierca wzrokiem. I nic jej nie zniechęca. Ani brak zainteresowania. Ani tępe spojrzenie skierowane na sekundę. Wgapia się tak długo, aż najtwardszemu zawodnikowi zmięknie serce. Czasem trwa to całą podróż.

W zeszłym tygodniu wgapiała się w faceta w tramwaju. Facet przez pierwsze 10 minut nic sobie nie robił z przyczepionego do siebie wzroku nieletniej i sam wgapiał się w widoki Wrocławia za najbrudniejszym oknem świata. Po 10 minutach nie wytrzymał i zaczął się wpatrywać w małą I. Jej to bynajmniej nie krępuje. Myślę, że jak trochę podrośnie, to spokojnie będziemy ją wysyłać na zawody, kto dłużej patrzy sobie w oczy bez mrugnięcia. No więc ona patrzy na faceta, facet patrzy na nią, twarze obojga nie zdradzają emocji. Po kolejnych pięciu minutach na twarzy faceta zaczyna pojawiać się uśmiech i raz po raz odwraca głowę od okna, żeby sprawdzić, czy nadal ma się do kogo uśmiechać. Po kolejnych 5 minutach w jego sercu gości wdzięczność za to wgapianie się. Gdyby nie I. nadal gapiłby się przez okno i przegapiłby, że oto wsiadła kontrola biletów. Posyłając I. ostatni uśmiech wybiegł w ostatniej chwili.

Równie wdzięcznym miejsce do poszukiwania ofiar są sklepy. I tak, współoczekujący w kolejce też są interesujący. Ale nikt nie jest tak ciekawy jak kasjerzy i kasjerki. Nie wiem, czy to magia odgłosu skanowania produktu, możliwość dotknięcia wielu rzeczy, czy świadomość, że to właśnie oni trzymają kasę. Nie wiem, ale I. piszczy i jęczy tak długo, aż nie odwrócę wózka aby mogła spokojnie czynić obserwacje.

W naszym lokalnym dyskoncie na A. często z paniami kasjerkami zamieniamy kilka słów, dyskutujemy o pogodzie i brakach w towarze. Jest jednak jedna pani kasjerka, która dorobiła się od nas pseudonimu. Pokerface. Serio, rzadko zdarza się ktoś, kto tak bardzo nie posiada mimiki. Głos również powolny i monotonny i regułki powtarzane zawsze te same. Nawet nie próbuj zapytać o coś, zanim regułka baaaardzo powolnym tempem zostanie wypowiedziana, bo zwyczajnie nie ma to sensu. Próbowałam Panią zagadywać, uśmiechać się, nic. Jak grochem o ścianę. Gdy ja się poddałam i postanowiłam udawać, że wcale nie kojarzymy swoich twarzy, choć od ponad roku widujemy się minimum trzy razy w tygodniu, walkę podjęła moja córka. I owszem, pierwsze próby spełzły na niczym. Moje dziecko jest jednak niestrudzone i walkę na przyciągnięcie uwagi podejmowała za każdym razem. I oto nastał dzień, którego nikt by się nie spodziewał. Pani Pokerface uśmiechnęła się. Od tej pory regularnie posyła za każdym razem nieznaczny uśmiech, drgnięcie kącików ust do małej I. Jednocześnie nadal pozostaje kamienną twarzą dla pozostałych i my się wcale nie znamy.

Co może obiekt obserwacji?

Łamią się najtwardsi, gdy I. ma możliwość ponawiania obserwacji. Co jednak z tymi spotykanymi jednokrotnie? Przyjmują oni zazwyczaj jedną z trzech strategii.

Pierwsza, zdarza się najczęściej, to strategia odpowiedzenia uśmiechem na uśmiech, albo uśmiechem na gapienie się. Obdarzenie uśmiechem przez moje dziecko nie zdarza się bowiem wcale tak często, ostatnio mocno te uśmiechy limituje i rozdaje tylko tym, którzy zasłużą. A jeśli już ktoś się uśmiechnie, albo chociaż wytrzyma wpatrywanie się prosto w oczy, zdecydowanie zostaje uznany za godnego. W wersji zaawansowanej strategia ta obejmuje też zagadywanie do I. Musi ona wtedy odpowiadać głosem matki na pytania: “A jak masz na imię?”, “Ile masz miesięcy?” i “Jedziesz do domku?”. Można by było zadać te pytania wprost do matki, ale po co. A nóż kilkumiesięczny bobas okaże się geniuszem i odpowie 😉

Strategia numer dwa to strategia na przeczekanie. No przecież nie będzie się tak na mnie gapić przez całą drogę? Będzie. Ale obiekt obserwowany o tym jeszcze nie wie. Obiekt podziwia więc widoki za oknem, widoki pod oknem, swoje własne buty, ale wciąż go gnębi świdrujące spojrzenie nieletniej. Zazwyczaj strategia ta prędzej, czy później przeradza się w strategię numer jeden. I już się nieśmiało do siebie uśmiechamy i posyłamy tajemnicze spojrzenia znad telefonu. W przypadku tej strategii rzadko jednak dochodzi do etapu rozmowy, choć zdarza się, że wysiadający obiekt macha na pożegnanie.

Strategia numer trzy zdarza się zdecydowanie najrzadziej. To strategia na ignorowanie. Podziwiam tych zawodników. Wytrwale rozglądają się na około, jednocześnie omijając najbliższe sąsiedztwo bobasa. Ich twarz nie wykazuje oznak mimiki. Być może boją się, że cień emocji mógłby zachęcić do nawiązania relacji. Jestem jednak na 90% przekonana, że to odpowiednik naszej Pokerface i gdybyśmy tylko częściej jeździli tym samym tramwajem, moje dziecko rozmiękczyłoby i tych zawodników.

Co może matka?

Matka może przyjąć trzy strategie. Po pierwsze, matka może ignorować zachowanie swojego dziecka i udawać, że nic nie widzi, nic nie słyszy. Wgapiać się w telefon, wgapiać się w okno, wgapiać się w muchę na podłodze. Udawać może, że dziecko nie jest jej, tak przez przypadek ten wózek tu wprowadziła.

Po drugie, matka może próbować odwrócić uwagę dziecka. Zagadywać, podśpiewywać, pokazywać zabawki, książeczki, ukochane chrupki. Sprawdzone – nie działa. Dziecko bowiem głupie nie jest i dobrze wie, że książeczki, zabaweczki, chrupki i wydurniającą się matkę może mieć zawsze, a obiekt obserwacji jest tu i teraz i nie wiadomo kiedy znów się nadarzy.

Po trzecie, matka może nawiązać interakcję z obiektem obserwacji. Mogłaby się wgapiać, jako i jej dziecko, ale to już byłaby lekka przesada. Strategia odezwania się i stwierdzenia faktu, że dziecko się wgapia zazwyczaj rozluźnia atmosferę. Obiekt obserwowany czuje się swobodniej, zdarzy się, że coś zagada do dziecka, a co najmniej się uśmiechnie. Zdarza się też tak, że wywiązuje się z tego rozmowa na resztę trasy. Testowane tylko wespół ze strategiami obiektów numer jeden i dwa.

Co może dziecko?

Dziecko może wszystko. Ona tu jest szefową.

Ps. żeby nie przegapić żadnych wpisów, śledźcie nas na facebooku, a więcej nas znajdziecie na instagramie The Barhounes i mrs_barhoun

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *