Polska

Halo weekend: Kraków

O ten wyjazd Y. męczył mnie od dawna. W zasadzie odkąd przyjechał do Polski. Nasłuchał się opowieści jak tam pięknie i męczył i męczył 😉 Ale jakoś zawsze nam było nie po drodze. Aż nagle teściowie mieli przylecieć. I dokąd? A do Krakowa właśnie. No nie mogło być lepszej sposobności. Przylot mieli o 17, więc wyjechaliśmy rano, żeby mieć czas się trochę poszwendać. Ale wiecie, jak to bywa. Po drodze przydarzyły się małe przygody samochodowe, a to jakiś mały człowiek chciał jeść, a to coś i tak koniec końców, to jakoś super dużo czasu to nie mieliśmy. Ot, tyle co by się przejść z okolic dworca plantami do rynku. Potem jeszcze milion kółek po plantach, co by uśpić nieletnią. I co? I nie kliknęło. Pytam Y. jak mu się podoba, na co on wzrusza ramionami, że w sumie rynek jak rynek wszędzie indziej. Tak, tak, wiemy, że największy, wszystko wiemy. Ale jakoś miłości od pierwszego wejrzenia nie było.

I może by tak biedak pozostał w tej niemiłości, ale jeszcze teściów odwieźć trzeba było, bo i z Krakowa wracali. A że wylot o nieludzkiej godzinie w poniedziałkowy poranek, to nie było sposobu, żeby weekendu w Krakowie nie spędzić. I bardzo dobrze! Tym razem była chemia. Bo wiecie, jak nie zadziała miłość od pierwszego wejrzenia, to trzeba spojrzeć drugi raz.

IMG-20180916-WA0002

Zanim jeszcze na ten weekend pojechaliśmy, to ja się zakochałam. Ale tak na zabój. Tak, że co chwilę otwierałam sobie zdjęcia, żeby popatrzeć jakie to ładne. Mieszkanie na airbnb. Ale jakie, ach jakie. Na poddaszu w kamienicy. To już brzmi dobrze, nie? Jak to nie wystarczy, to sobie kliknijcie o tu i też się zakochajcie. I jak będziecie potrzebować noclegu, to ja Wam go serdecznie rekomenduję, bo to takie mieszkanie z miłym klimatem, dobrą duszą. I jeszcze w samym centrum. (a jak ktoś jeszcze z airbnb nie korzysta, to ja się nawet takim linkiem dzielę do rejestracji, który da Wam stóweczkę na pierwszy nocleg, a i mnie się coś dostanie. Klikajcie śmiało o tu!)

No i jak to z tą zmianą zdania było? Trzeba się było trochę nachodzić, jak to w życiu. I sorry, nadal śmiem twierdzić, że rynek w sumie jak rynek. I nie, dorożki za dwieście polskich złotych mnie nie wzruszają. Ale już tak się poszwendać powoli. Posłuchać pod Wawelem pięknej Francuzki, co gra na wiolonczeli i śpiewa tak, że się ma dreszcze. Usiąść na krawężniku w jakiejś bocznej uliczce. Pogapić się w górę. Poprzyglądać kamienicom. Ach, no pięknie.

A potem była niedziela. I to już było więcej niż pięknie. Bez planu łaziliśmy po Kazimierzu i po prostu nie wierzyliśmy. Z resztą, co ja tu będę pisać. Patrzcie i też się zachwyćcie. A potem rezerwujcie to piękne mieszkanie z początku wpisu i sami jedźcie 🙂

 

Ps. żeby nie przegapić żadnych wpisów, śledźcie nas na facebooku, a więcej nas znajdziecie na instagramie The Barhounes i mrs_barhoun

5 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *