Maroko

Halo, taxi! – czyli instrukcja obsługi marokańskich taksówek

Co robicie, gdy potrzebujecie gdzieś podjechać taksówką? Wybieracie numer telefonu albo odpalacie aplikację? No właśnie. Jeśli tak właśnie robicie, to wybierając się do Maroka możecie się zdziwić. Troszeczkę 😉 Dzisiaj zabieram Was w podróż marokańskimi taksówkami.

Na początek, mamy dwa rodzaje taksówek. Małe i duże. Małe jeżdżą wewnątrz miast, a duże pomiędzy. Ale to nie jedyne różnice między nimi. Ale zanim o nich, to dwa słowa (albo dwadzieścia) o podobieństwach. Taksówki są tanie jak barszcz, dlatego korzysta z nich zdecydowana większość i mieszkańców i turystów. Kierowcy mają z grubsza swoje trasy i głównie na nich jeżdżą, rzadko godząc się na trasę alternatywną (szczegóły znajdziecie poniżej). Taksówkarze jeżdżą jak wariaci, z grubsza wszyscy. No dobra, większość Marokańczyków jeździ jak wariaci, więc taksówkarze po prostu nie odbiegają od większości. Często dużo mówią, gestykulują, rozmawiają przez telefon, opowiadają historie i pokazuje zdjęcia z młodości. I tak, to wszystko odbywa się w czasie jazdy. No trzeba im zaufać, nie ma wyboru. Gorzej jak masz wrażenie, że kierowca trochę (albo nawet bardzo) nie dowidzi, choć twierdzi inaczej i nijak nie możesz mu wytłumaczyć (na migi oczywiście), że chcesz wysiąść wcześniej.

MAŁE TAKSÓWKI W MAROKU

Małe taksówki to auta różne, raczej mniejszych niż większych gabarytów. Marki nie muszą być takie same, ważne żeby kolor się zgadzał. Tak, tak, esteci i estetki. Tak to wymyślono, że wewnątrz jednego miasta wszystkie taksówki muszą być w tym samym kolorze, a nawet w tym samym odcieniu. W Tangerze na przykład wszystkie są niebieskie, w Fezie czerwone, a  w Tetuanie żółte. Jak taką taksówkę złapać? Ano jak na filmie. Stoicie przy ulicy i wymachujecie ręką. Ważne, żeby wiedzieć, w którym kierunku jest wasz cel, bo niezwykle rzadko się zdarza, żeby taksówka zawróciła. Nie znacie kierunku? Nic nie szkodzi, pierwszy spotkany taksówkarz zweryfikuje, czy stoicie w odpowiednim miejscu. Nie zdziwcie się, jeśli auto się zatrzyma, a w środku będzie już jakiś pasażer lub dwóch. Współdzielenie taksówek, to bowiem normalna sprawa. I niezależnie, czy jedziecie sami, czy ze współpasażerami, zapłacicie za swój kawałek tyle samo (jeśli jedziecie we dwójkę, każde z Was zapłaci za ten kawałek). Tak do końca to ja nie wiem, jak oni wyliczają te ceny (chyba mają je w głowie), bo niby taksometry się zdarzają, ale jak jedziesz dłuższy kawałek, to współpasażerowie mogą zmieniać się kilka razy, a i tak kierowca zawsze wie, jaką opłatę od kogo pobrać. Ważna zasada, mała taksówka zabierze tylko trzech pasażerów. Żeby skały wiecie co robiły, trzech i kropka. Podróżujecie w czwórkę? Trzeba się będzie rozdzielić.

small

DUŻE TAKSÓWKI W MAROKU

Jak sama nazwa wskazuje, są duże. Taki Mercedes 240, dosłownie. I ten wspaniały, 5-cio osobowy samochód pomieści osób 7. Tak, tak, nie pomyliłam się. Kierowca, 2 osoby na przednim siedzeniu i 4 z tyłu. Może nieco ciasno, ale z pewnością ekonomicznie. Żeby podróżować taką taksówką zazwyczaj trzeba się wybrać na postój dużych taksówek. Przychodzicie i albo pytacie pierwszego z brzegu kierowcę, która taksówka jedzie do danej miejscowości, albo czekacie na okrzyki. Kierowcy głośno bowiem wykrzykują swoje destynacje. Trochę jak taki mały autobus. Żeby ruszył potrzebnych jest 6 pasażerów, a cena z góry ustalona. Jeśli spieszy Wam się, albo po prostu nie chcecie czekać/nie chcecie się ściskać, możecie zapłacić za puste miejsca i wtedy pojedziecie w mniejszym składzie, ważne, żeby kasa się zgadzała.

Potem już tylko hej przygodo. Ci kierowcy jeżdżą jak wariaci i serio, można narobić w gacie, jeśli ktoś jest strachliwy. Pasażerowie zazwyczaj toczą głośne dyskusje, niezależnie, czy się wcześniej znali czy nie. Bliskość zobowiązuje. Chociaż na przykład taka jedna europejska dziewczyna w marokańskim towarzystwie może budzić pewien dystans i niekoniecznie być włączana w dyskusje (choć bywa różnie i czasem w dyskusjach bierze udział, na migi oczywiście). Ale może się zdarzyć na przykład taka przygoda, że pędzi taksówka po bezdrożach i nagle zatrzymuje ją policja. Bynajmniej nie za tą szaleńczą jazdę. Dziwnym im się bowiem wydało, że w taksówce pełnej Marokańczyków jakaś taka dziewczyna niepasująca jedzie. Zatrzymują więc nas. Po kolei wysiadają sardynki, znaczy się pasażerowie. A nie tak łatwo jest wysiąść, kiedy człowiek zassał się już do tego siedzenia. Ale wysiada Y., a zaraz za nim ja i wtedy okazuje się, że właśnie o mnie im chodziło. I co ja tutaj robię? A my jechaliśmy załatwiać dokumenty do ślubu. Więc teczkę z dokumentami pokazujemy, ale nadal patrzą na mnie podejrzliwie, więc pytają o zgodę na przeszukanie mojej torebki. Ależ proszę bardzo, może panowie znajdziecie coś, czego sama od dawna poszukiwałam. Dziękujemy, przepraszamy, o bezpieczeństwo dbamy, sama pani rozumie. Wsiadamy więc znowu, jak sardynki do puszki, każdy próbując znaleźć sobie kawałek wygodnego miejsca na półdupek. Głupio mi, że przeze mnie podróż została przerwana. Współpasażerowie jednak nie mają mi za złe i gorąco przez resztę trasy przepraszają mnie, że mnie to spotkało i jak tak można było.

Jeśli Wam w tym ścisku gorąco, możecie otworzyć okno. Ach, nie ma korbki (tak, okna nadal na korbkę), nie szkodzi. Kierowca chętnie pożyczy swoją 😉

Niestety, ten folklor niedługo zniknie i już w dużej mierze taksówkarze wymienili swoje mercedesy na nowsze modele, koniecznie 7-mio osobowe. Może będzie bezpieczniej, ale pewnie trochę mniej zabawnie.

big

Ps. żeby nie przegapić żadnych wpisów, śledźcie nas na facebooku, a więcej nas znajdziecie na instagramie The Barhounes i mrs_barhoun

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *