Maroko,  Pani Córka

Czy Maroko z dzieckiem to dobry pomysł?

Na to pytanie nie ma dobrej odpowiedzi, bo to zależy. Od Was. I od dziecka. I od tego, jakie miejsca wybierzecie. Możecie przecież i do Maroka pojechać na wakacje all inclusive i spędzać czas w hotelu. Ja Wam jednak o takich nie napiszę, bo po prostu tak nie podróżujemy, a już zdecydowanie nie do Maroka. Ale napiszę Wam o moich doświadczeniach podróży z jedną małą roczną dziewczynką. I dodać od razu muszę, że być może to idealny czas w który trafiliśmy (i nie, nie zimę mam tu na myśli, ale czas w rozwoju naszej córki), ale mała dziewczynka okazała się być świetną towarzyszką podróży.

Zacznijmy od gównianych spraw

Owszem, mogłabym i od tych milszych, ale jakoś pierwsze co przyszło mi na myśl. Nie ma bowiem co ukrywać, małe dzieci, to dużo pieluch. Pieluchy jednorazowe są łatwo dostępne, w każdym większym i mniejszym sklepie, choć w nie każdym mniejszym dostępny taki sam szeroki wybór. My korzystaliśmy z marki Molfix (moim zdaniem mocno średnie i trochę śmierdzące chemią) i z Pampersów. Do wyboru macie jeszcze co najmniej kilka innych marek, z mi znanych widziałam jeszcze Huggies.

Pieluchy mamy, czas przewinąć bobasa. No i tu sprawa jest i nie jest prosta zarazem. Przewijaki w toaletach to raczej bowiem rzadki luksus. Ja spotkałam chyba tylko raz, w galerii handlowej. Dla ludzi jednak jest to sprawą naturalną, że dziecku pieluchę trzeba zmienić i można to zrobić niemal wszędzie. No może na stoliku w restauracji nie polecam 😉 ale już w parku, czy gdzieś na ławce, a nawet na souku (czyli dużym bazarze) nie ma problemu. Nikt nie zwróci na Was szczególnej uwagi. Polecam jednak mieć w swoim zestawie podróżnym coś, co możecie rozłożyć, żeby nie kłaść dziecka na “podłodze”. W naszym przypadku sprawdzała się kurtka lub koc (zawsze mieliśmy ze sobą jedno z dwóch) i mały podkład, który w razie zabrudzenia można by po prostu wyrzucić.

Marokańczycy mają świra!

I to takiego porządnego! Na punkcie dzieci. Zanim przejdę dalej do zaspokajanie podstawowych potrzeb, muszę napisać o podejściu Marokańczyków do dzieci. Bo to wiele wyjaśni w innych tematach 😉 Nigdzie i nigdy nie spotkałam się z nieprzychylnym potraktowaniem dziecka przez obcą osobę w Maroku. Wiedziałam o tym od dawna, ale różnicę poczułam diametralną podczas wsiadania do samolotu. Wsiadając do samolotu z przewagą Polaków, najpierw usłyszałam szept (na odpowiednim poziomie, żebym na pewno usłyszała) przed sobą, a następnie za sobą “O nie, dziecko”. (do tematu latania z dzieckiem i jak “bardzo” było to problematyczne dla współpasażerów wrócę niedługo). Wsiadając do samolotu z przewagą Marokańczyków, spotkałyśmy się przede wszystkim z uśmiechem (tak, być może nie zrozumiałam, co ktoś siedzenie przed powiedział, za raczej nie, bo i tam były dzieci). Współpasażerowie na sąsiednich siedzeniach zagadywali i bawili się z I., próbując ją rozchmurzyć nawet wtedy, gdy popsuł jej się humor.

Przez cały nasz pobyt w Maroku spotykaliśmy się z bardzo miłym odbiorem małej I. Czasami aż za miłym. Ludzie tu uwielbiają brać na ręce, przytulać i całować dzieci. Obce też. I o ile zagadywanie, czy po prostu machanie jest dla mnie ok, o tyle już namolne namowy, żeby poszła do kogoś zupełnie obcego na ręce potrafiły mnie zdenerwować. Na szczęście moje dziecko nie odziedziczyło po mnie braku asertywności i swoją niechęć pokazuje niezwykle wyraźnie. Niejednokrotnie zdarzyło nam się też, że zupełnie obca osoba na ulicy podeszła i zapytała, czy może pocałować I. lub też… pocałowała bez pytania. To są takie rzeczy, które mi osobiście ciężko przejść, a z drugiej strony wiem, że tutaj tak po prostu jest. Ale szczególnie doceniam tych, którzy zamiast wyrywać się do całowania, po prostu życzyli wszystkiego dobrego.

Jedzenie i karmienie

Dziecko musi jeść. Wiadomo. Zacznijmy najpierw od tych starszaków, które już jedzą coś poza mlekiem. Nie powiem Wam niestety, czy łatwo tu kupić jedzenie dla dzieci w słoiczkach, bo zwyczajnie z takiego nie korzystamy (chyba nadal marna ze mnie blogerka i kiepskie robię risercze ;)). W Carrefourze trafiliśmy na tubki z musem owocowym (do wyboru było jabłko lub banan, ale może tylko tak trafiliśmy), wspomagaliśmy się dużo jogurtami naturalnymi bez cukru. Raz kupiliśmy nawet jogurt waniliowy bez cukru, ale po wczytaniu się w skład… okazało się, że jest dosładzany aspartamem.

Jeśli chodzi o jedzenie na mieście, to my niespecjalnie znów o takie opcje rozpytywaliśmy, jako że nasza córka nadal jest raczej degustatorką 😉 Raz dostaliśmy (bez zamówienia) pure ziemniaczane z pietruszką (wspominałam o tym tu). Poza tym zazwyczaj po prostu wybieraliśmy z naszego posiłku coś, co Młoda mogła zjeść, a co nie mogła, to sama ukradła 😉 Już Wam chyba kiedyś o tym wspominałam, że w Maroku do każdego posiłku dostaniecie chleb, także team sucha bułka będzie zadowolony 😉 Iness tak bardzo lubi marokański chleb, że potrafi wygryźć dziury jak mała myszka w czterech bochenkach na raz.

Na wypicie soku bez przyssania się do niego małej dziewczynki miałam szansę wyłącznie wtedy, gdy spała 😉

Jedna ważna uwaga, nie tylko dzieci z resztą dotycząca. Woda! Kiedy dostajecie wodę w restauracji zawsze sprawdźcie, czy butelka jest oryginalnie zamknięta, bo często serwowana jest w plastikowych butelkach kranówka. A to tylko krok od zatrucia pokarmowego. Uważajcie też na dodawany do soków lód i od razu uprzedzajcie, że chcecie bez. Mówię Wam, nie chcecie sprawdzać, czy Wasz żołądek dobrze sobie radzi z lokalnymi bakteriami 😉

Karmienie piersią

To teraz przejdźmy do tych dzieci, które jedzeniem nie pogardzą, ale wszystko muszą zapić mlekiem 😉 (albo po prostu są jeszcze maluchami). W przestrzeni publicznej raczej nie zobaczycie Marokanek karmiących piersią. Ale to wcale nie znaczy, że tego nie robią. Zdecydowana większość karmi piersią, a wiele z nich wychodzi ze swoimi dziećmi w miejsca publiczne. Karmią jednak w miejscach intymnych, między samymi kobietami, albo np. w samochodzie. Nie ma jednak czegoś takiego, że dziecka nakarmić nie można. Jak już pisałam wcześniej, dzieci są w Maroku uwielbiane, a ich potrzeby stawiane na pierwszym miejscu. Karmiłam więc w pociągu, taksówce, samolocie, w kawiarniach i restauracjach, na lotnisku, w parku i w domach. Wszędzie tam, gdzie była taka potrzeba. Jeśli poprosiłam, zawsze znajdowało się dla nas ustronne miejsce. Nawet jeśli to miejsce, gdzie nie wpuszcza się postronnych osób, ale nasz komfort zawsze stawiany był na pierwszym miejscu. Jeśli jednak chciałam, mogłam karmić gdziekolwiek i tak robiłam. Ja ogólnie jestem z tych karmicielek, co starają się to robić dyskretnie, nie odkrywając zbyt dużo, no taka już jestem. I choć zdarzają się normalnie (znaczy nie karmiąc) zaczepki (napiszę Wam o tym niedługo), to kiedy karmiłam młodą, czułam się bardziej swobodnie niż w Polsce. Nikt, absolutnie nikt nie patrzył zdegustowany, czy zniesmaczony. Nikt się nie wgapiał, ani nie zaczepiał. Karmienie dzieci traktowane jest jak najnormalniejsza na świecie rzecz. I oby wszędzie tak było.

Jeszcze dwa słowa dla karmiących mlekiem modyfikowanym – jest ogólnie dostępne w sklepach, nie ma najmniejszego problemu z zakupem.

Udogodnienia i rozrywki dla dzieci

Znów, my trochę jesteśmy samowystarczalni 😉 Zazwyczaj mamy przy sobie koc i jakieś zabawki i kiedy tylko jest taka możliwość, rozkładamy nasz majdan na podłodze i młoda może szaleć. Inną sprawą jest fakt, że odkąd zaczęła raczkować, to najbardziej interesuje ją obszar poza kocem, a już szczególnie brudne koła wózka. Większość odwiedzanych przez nas miejsc nie miała żadnych kącików dla dzieci. Place zabaw to też w Maroku raczej rzadkość. Dzieci bawią się tu przede wszystkim kopiąc piłkę i ganiając się.

W galerii handlowej w Tangerze (ale byliśmy tylko w jednej) był mały darmowy plac zabaw z kulkami i małymi stolikami dla dzieci w wieku 2-6 lat. Widzieliśmy jeszcze w Assilah budynek oznakowany jako punkt zabaw, ale z zewnątrz ciężko było jednoznacznie stwierdzić, co czeka na dzieci w środku. Ach i na lotnisku w Rabacie też był odgrodzony kącik dla dzieci z kilkoma (dosłownie to chyba trzema) “atrakcjami”.

Place zabaw to tutaj rzadkość. (A ta urocza dziewczynka chciała się zaprzyjaźnić z I. i nie tylko pomagała jej usiąść na huśtawce, ale też postanowiła jej zawiązać spodnie :D)

Większość restauracji nie ma też takich udogodnień, jak przewijaki (patrz wyżej), czy krzesełka do karmienia. Te drugie nam akurat zdarzyły się dwa razy. Im “lepsza” i nowsza restauracja, tym szanse na krzesełka dla dzieci rosną.

Przewóz dzieci

Powiedzmy sobie szczerze, teoria swoje, a praktyka swoje. W teorii, dzieci powinny być przewożone w fotelikach. W praktyce, bardzo często nie są. I nawet policja podczas kontroli zdaje się nie dostrzegać tego faktu. Bez najmniejszego problemu przewiezie Was zarówno mała, jak i duża taksówka, a kierowcy nawet nie drgnie powieka, że dziecko przewożone jest na kolanach. Taksówki nie dysponują żadnymi fotelikami. Jeśli chcecie przewieźć dziecko w foteliku, musicie sami nim dysponować. A w dużych taksówkach wykupić dodatkowe miejsce (jeśli jeszcze nie wiecie, ile osób mieści się w dużej taksówce, i o co w ogóle chodzi z tymi dużymi i małymi taksówkami, to odsyłam Was do tego posta).

Wynajmując auto (a moim zdaniem to zdecydowanie najdogodniejsza forma podróżowania z dzieckiem w Maroko) warto wcześniej upewnić się, że możemy też wynająć fotelik samochodowy. W mniejszych wypożyczalniach może być to problem.


Jeśli zdecydujecie się na podróż pociągiem, to musicie liczyć się z brakiem specjalnych udogodnień. Nie ma tam czegoś takiego jak przedział dla rodzica z dzieckiem, a wózek trzeba zostawić gdzieś w przejściu (i najlepiej pilnować, a przynajmniej tak twierdzi Y. ;)). Same pociągi nie odbiegają znacząco standardem od naszych, a współpasażerowie zazwyczaj zagadują maluchy. Małe dzieci podróżują pociągami za darmo.

Wózek, czy nosidło?

Po raz kolejny, to kwestia indywidualna. My mieliśmy jedno i drugie i na ten moment to było rozwiązanie idealne dla nas. Niektóre dni spędzaliśmy całe na mieście, a młody człowiek chce czasem spać. Nasz mały człowiek nie uznaje jednak spania w wózku. Za to w nosidle śnią się najlepsze sny. Na dłuższą metę jednak chodzić całe dni z nosidłem i małym wiercipiętkiem w nim tez sobie nie wyobrażam. W cieplejszych miesiącach dojdzie też po prostu upał.

Wózek jest fajnym rozwiązaniem, ale głównie w dużych miastach. Małe miejscowości miewają chodniki w takim stanie, że ciężko po nich chodzić, a co dopiero jeździć wózkiem. W wielu miejscach wózek też trzeba będzie wnieść po schodach, czy przenieść przez kawałek drogi, bo udogodnień nie ma. Wózek to też utrudnienie w łapaniu taksówek na mieście, bo kierowcy wolą brać pasażerów, którzy szybko wsiądą i wysiądą, a oni mogą jechać dalej. Przyznaję, że trochę nam też ciężko było na dłuższych trasach, bo wózek zwyczajnie zajmuje dużo miejsca. Następnym razem pomyślałabym o zabraniu mniejszego wózka, który składa się bardziej kompaktowo.

Czasami z wózkiem jest po prostu pod górkę 😉

To jechać, czy nie jechać?

Ja mówię – jechać! Ale dostosować tę podróż do małego podróżnika. Moim zdaniem warto czasem dopłacić kilka złotych (a w zasadzie marokańskich dirhamów) i mieć większy komfort. Omijałabym też podróżowanie w najgorętszych miesiącach, bo ani temperatura ani tłumy turystów nie będą sprzyjać. Ale poza tym, myślę, że to na prawdę przyjazne miejsce i dzieciom i ich rodzicom. Nie pożałujecie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *