Pani Matka

Chciałabym mieć jaja

Wiecie o mnie już trochę. Na przykład to, że nie lubię wtrącania w cudze życie, a szczególnie już w cudze rodzicielstwo. Każdy (dobrze, prawie każdy) rodzic chce jak najlepiej dla swojego potomstwa. I każdy robi tak, jak jest jego zdaniem najlepiej. Dla dziecka i dla niej/niego. Ale jest taki jeden temat, który mnie mierzi niemiłosiernie. Doprowadza do furii i pary z nosa. I bardzo, ale to bardzo chciałabym mieć w tych sytuacjach jaja. I jednak się wtrącić. Zaprotestować. Albo chociaż tupnąć nogą. Może nawet bardziej niż w tych, gdy ktoś obcy dotyka mojego dziecka.

Siedzimy sobie z I. na huśtawce, bo to ulubiona rozrywka mojej córki. Bujamy się na całego (czyli ja robię krok do przodu i krok do tyłu, podczas gdy ona siedzi na moich kolanach i zaśmiewa się do łez), aż dochodzi nas nieprzyjemny zapach. I nie, nie jest to zapach psich odchodów, ani nawet spoconej pachy, co mogłoby się zdarzyć w parku. To jest zapach, choć nie, nie zapach, smród to jest, smród papierosów. Na placu zabaw. W parku. Wśród dzieci. I nie, to nie jakiś gówniarz, ani menel żaden. To rodzic. Matka. Matka jednego z tych dzieci na placu.

Albo idziemy sobie na spacer, I. dzielnie siedzi w wózku. I spotykamy sąsiadkę. Sąsiadkę-matkę. Z dzieckiem w wózku, dwuletnim takim. Blablabla, co słychać, zaglądamy sobie do wózków, blablabla. Aż tu nagle moja sąsiadka wyciąga fajkę i ją odpala. Nad tym wózkiem. Odsuwam młodą jak najdalej, szybko się żegnam i odchodzimy z chmury dymu.

Albo spacerujemy w parku. Na ławce siedzi babcia/opiekunka. W wózku śpi bobas. Nad babcią unosi się dym. Zbliżamy się, a ona szybko chowa papierosa za siebie. Kawałek dalej dziecko goni wiewiórki, nawołuje rodziców, żeby dołączyli do zabawy. Nie mogą, zajęci są, muszą najpierw spalić.

Mogłabym takich sytuacji przytoczyć setki. Pomijam już te, kiedy ktoś stojąc obok nas na przejściu dla pieszych koniecznie musi zapalić w tej sekundzie. I te, kiedy wychodząc ze sklepu wpadamy wprost do strefy palących, bo przecież nie można odejść dwa kroki dalej. I te, kiedy zamykam okna, bo sąsiad pali na balkonie, sobie w domu przecież nie będzie smrodził. Pomijam, bo mimo że też mnie one doprowadzają do szału, mogę je zwalić na głupotę zwykłą i brak pomyślunku.

Ale sorry, od rodziców i opiekunów wszelakich wymagam myślenia trochę więcej. Bo oni już nie tylko o sobie, ale o dzieciach, swoich przede wszystkim. I wiem, że teraz oceniam po okładce, ale zdecydowana większość tych pchających wózek jedną ręką, bo w drugiej trzymają papierosa, wyglądają na niegłupich. Nie na żadną patologię, ani takich, co mają odcięte źródła wiedzy o szkodliwości palenia. Zastanawiam się co mają w głowie. W dobie sprawdzania składu powietrza i składu jedzenia, wciąż jesteśmy w dobie palenia przy dzieciach.

Co to jest? Brak wiedzy, świadomości? Posiadanie wszystkiego w nosie? Lenistwo? Opóźniony bunt nastoletni?

I czy Wy, macie jaja, żeby zwracać w takich sytuacjach uwagę?

Ps. żeby nie przegapić żadnych wpisów, śledźcie nas na facebooku, a więcej nas znajdziecie na instagramie The Barhounes i mrs_barhoun.

No Comments

  • Meintotheroots

    Tak. Ja mam jaja. Zwracam uwagę zaczynając od głośnego kaszlu i zdania “Fuuuj co to za smród??, a to Pani/Pan pali…”
    Następnie w zależności od tego jaka to osoba, kobieta, mężczyzna, młodsza, starsza, proszę o opuszczenie miejsca w którym przebywają dzieci.” Kilka razy oczywiście zostałam bardzo obcesowo potraktowana w odpowiedzi na moją bezczelność ale mnie to w ogóle nie dziwi bo to przecież nałóg. Gdyby mi ktoś kazał przestac pić Brata Sadownika na placu zabaw, też bym warknęła 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *