• Love love

    Love love – listopad

    Ten miesiąc zaczął się od spektakularnego dupnięcia naszego życia o grunt, przypieczętowanego równie spektakularnym zgubieniem portfela, który zapewne też zrobił sru o ziemię. Ale co się wydarzyło potem, ach co się wydarzyło potem (kto regularnie czyta bloga, ten wie ;)). Mąż mój ściskał listonosza, ja zalana łzami odtańcowywałam szamański taniec na środku parkingu, a wszystko przez jeden drobny list z urzędu. To był taki miesiąc, w którym nagle pewne rzeczy, które od dawna były w chaosie, zaczęły nagle wskakiwać na swoje miejsce. Jak na przykład wtedy, gdy udaliśmy się na ostatnią już wizytę w urzędzie, wszyscy byli mili, komuś chciało się nie odburknąć, tylko pomaszerować po naszą teczkę do magazynu.…

  • Love love

    Love love – październik

    To był trochę dziwny miesiąc. Niby nie działo się nic szczególnego, a minął jakoś szybciej niż poprzednie, które i tak już pędziły jak szalone. Znów walczyliśmy z urzędami (bleh, napiszę więcej jak przestanę mieć odruch wiadomo jaki w tym temacie). Dużo gotowaliśmy i jeszcze więcej jedliśmy. W naszym życiu wydarzyło się najlepsze ciasto marchewkowe z kremem z masłem orzechowym ever <3 Poza tym łapaliśmy ostatnie promienie słońca i rozmyślaliśmy o przyszłości. Mała dziewczynka kontynuuje swoje ćwiczenia jogi i osiąga kolejne levele sprawności (w przeciwieństwie do jej matki, które osiąga kolejne levele, ale w jedzeniu ciasteczek). Postanowiła też (córka, nie matka) zostać prawie dorosłym człowiekiem i drzemkę czyni już tylko raz…

  • Love love

    Love love – wrzesień

    Wrzesień minął jak szalony. Jeszcze grzał letnim słońcem, ale pachniał już jesienią. Zaczęliśmy go mini wakacjami w Krakowie, a kończymy pod kocem, z ciepłą herbatą. Nie ukrywajmy, jesień się w tym wrześniu rozhulała na całego, ale ja nie mam nic przeciwko. Oficjalnie wyznaję, że to moja ulubiona pora roku. I tak jak niektórym chce się bardziej na początek roku lub na wiosnę, tak mi się bardziej chce na jesień. Rozpoczęliśmy więc sezon na herbatę z miodem i cytryną i domowe ciasta. Szalałam w kuchni i eksperymentowałam z nowymi przepisami. Moja dziewczyna weszła w okres buntu, bo wiecie, czapka, kurtka i skarpetki. Nadal przeżywa fascynację swoimi stopami i wygląda na to,…

  • Love love,  Pani Matka

    Love love – Małesoowki

    Można by mi przypisać szereg różnych cech, ale z pewnością, jedną z naczelnych powinna być oszczędna. Nie skąpa, chytra, czy dusigrosz. To brzmi źle. Ale oszczędna, to jakoś nawet tak miło. Bo ja, drodzy państwo, całkiem lubię kupować, tylko lubię robić to sprytnie. Tak mi to weszło w krew, że na komplement “ale ładna bluzka” zamiast podziękować odpowiem “Z wyprzedaży, 50% taniej”. No tak już mam i nic na to nie poradzę. Kiedy byłam w ciąży namiętnie obserwowałam mamowe instagramy. Te piękne bobasy w jeszcze piękniejszych sukienusiach. A potem szłam (oczywiście tylko wirtualnie) i siwiałam siwiałam siwiałam. Bo jak moją córkę kocham, tak stówka czy dwie na sukienusie dla niej…

  • Love love

    Love love – sierpień

    Ach ten sierpień! To była istna sinusoida. Dobrze, źle, dobrze, źle, dobrze, źle, dobrze i tak w kółko. Na pewno na nudę nie można było narzekać. Przetrwaliśmy kontakty z polską ambasadą, choć łatwo nie było. Moczyliśmy nogi (a niektórzy i więcej) w różnych zbiornikach wodnych. Chowaliśmy się przed upałami i relaksowaliśmy się na piknikach. Świętowaliśmy i napełnialiśmy brzuszki. Niektórzy się postarzeli. Inni tylko urośli. Przyjechali w końcu w odwiedziny moi teściowie. Wspomniałam już o napełnianiu brzuszków? 😉 Odnowiłam moje postanowienie niejedzenia słodyczy i wróciłam na rower. Nasza dziewczyna jeszcze głośniej piszczy i jeszcze głośniej się śmieje. Zawodowo też szczypie i wyrywa włosy. A i wyrzuca zabawki z wózka, więc znów…