• Love love

    Love love – wrzesień

    Zimno! Piszę ten post z pozycji kocowego burito. Jesień to moja ulubiona pora roku, ale muszę jeszcze przyzwyczaić się do norweskiego chłodu, który zaskoczył mnie z dnia na dzień. Dawno nie dzieliłam się ulubieńcami moimi, rzeczami, które szczególnie polubiłam. Ostatnie miesiące były intensywne i specyficzne. Lubiłam głównie miasto nowe nasze, dużo spędzaliśmy więc czasu na eksploracji. Ale dużo też było zderzeń z rzeczywistością, przez co czasu brakowało i miejsca w głowie na przyjemności i lubienie różnych rzeczy. A potem zdarzył się wrzesień. Miesiąc, który zapowiadał się fatalnie. Samotnie. Wymagająco. Spodziewałam, że mnie ten wrzesień rozgniecie, przemieli, przeżuje, wyciśnie ze mnie ostatnie dobre emocje. Nie mogę powiedzieć, że to był lekki…

  • Love love

    Love love – maj

    Maj od zawsze był jednym z ulubionych miesięcy. Miał jakąś dobrą energię i przynosił dobre rzeczy. 5 lat temu w maju poznałam Y. Dwa lata później w maju wyprawiliśmy nasze wielkie marokańskie wesele. Dwa lata temu maj przyniósł nam wiadomości, że na świecie pojawi się mała I. W tym roku maj to decyzje i szalone kroki, o których jeszcze przez chwilę pomilczymy. Nie długą chwilą, dajcie nam jakiś miesiąc 😉 A co się u nas działo? Chorób (odpukać tfu tfu) jakby mniej, choć nie że wcale. I moglibyśmy może złapać w końcu rytm, gdyby nie… Ramadan. Trochę więc znów mamy nasz domowy multi kulti chaos. Mała dziewczynka zwiedza świat na…

  • Love love

    Love love – kwiecień

    Cześć i czołem! Dawno Wam tu niczego nie polecałam, więc postanowiłam nadrobić to zaniedbanie. Bo owszem, czasu na wszystko ostatnio brakowało, ale gdzieś tam jednym okiem, jednym uchem… 😉 No i dobrze, może to się wszystko zebrało nie tylko w samym kwietniu, ale i miesiącach poprzednich, ale za to to tacy super ulubieńcy, na których gdzieś tam znajdowała się ta chwila i którzy ratowali w trudnych momentach. Bo jeśli mam kilka słów powiedzieć jeszcze, co u nas (a kilka powiedziałam/napisałam już ostatnio o tu), to powiem Wam, że czuję się trochę przeczołgana. I trochę pokorniejsza. Bo to całe chorowanie i te problemy żłobkowe i nie-żłobkowe, to był taki pstryczek w…

  • Love love

    Love love – styczeń

    Ach! I znów muszę napisać – co to był za miesiąc! Przede wszystkim świętowaliśmy, świętowaliśmy i jeszcze więcej świętowaliśmy. Mała, roczna już, dziewczynka rozochociła się w aktywnościach i zaczęła w końcu raczkować w odpowiednim kierunku, a do tego wstawać i już nie upilnujesz 😉 Do tego okazuje się, że jest urodzoną podróżniczką i loty znosi wzorcowo, a kilkugodzinne wizyty na lotnisku to dla niej największa przyjemność i okazja do zaczepiania ludzi. Ale więcej o podróżach z maluchem wkrótce. Tym samym po codziennie zmieniającej się pogodzie w Polsce, wylądowaliśmy w Maroko, w którym wbrew stereotypom wcale nie jest tak ciepło, jak mogłoby się wydawać. Pisząc ten post, siedzę w najcieplejszym swetrze…

  • Love love

    Love love 2018

    Ach, co to był za rok. Najbardziej wyjątkowy ze wszystkich moich 30 lat. Szalony i nieprzewidywalny. Najpiękniejszy i najtrudniejszy zarazem. Niewyobrażalny. Już nigdy nie będzie takiego roku, więc trochę łza mi się w oku kręci. Ale coś jestem przekonana, że… Rok temu na swoim instagramie napisałam: “Drogi 2017, byłeś petardą! Ale coś czuję, że 2018 będzie jeszcze lepszy” Nie pomyliłam się, o nie. Tylko co w takim razie powinnam napisać w tym roku, żeby nie zapeszyć? Styczniowa dziewczyna Nie ma co ukrywać, że zawładnęła nasza dziewczyna tym rokiem i wszystko sobie podporządkowała. Zaczęło się od tego, że styczeń spędziliśmy na czekaniu. A ona uparcie nie zamierzała wychodzić do zimnego świata.…