• Love love

    Love love – kwiecień

    Cześć i czołem! Dawno Wam tu niczego nie polecałam, więc postanowiłam nadrobić to zaniedbanie. Bo owszem, czasu na wszystko ostatnio brakowało, ale gdzieś tam jednym okiem, jednym uchem… 😉 No i dobrze, może to się wszystko zebrało nie tylko w samym kwietniu, ale i miesiącach poprzednich, ale za to to tacy super ulubieńcy, na których gdzieś tam znajdowała się ta chwila i którzy ratowali w trudnych momentach. Bo jeśli mam kilka słów powiedzieć jeszcze, co u nas (a kilka powiedziałam/napisałam już ostatnio o tu), to powiem Wam, że czuję się trochę przeczołgana. I trochę pokorniejsza. Bo to całe chorowanie i te problemy żłobkowe i nie-żłobkowe, to był taki pstryczek w…

  • Love love

    Love love – styczeń

    Ach! I znów muszę napisać – co to był za miesiąc! Przede wszystkim świętowaliśmy, świętowaliśmy i jeszcze więcej świętowaliśmy. Mała, roczna już, dziewczynka rozochociła się w aktywnościach i zaczęła w końcu raczkować w odpowiednim kierunku, a do tego wstawać i już nie upilnujesz 😉 Do tego okazuje się, że jest urodzoną podróżniczką i loty znosi wzorcowo, a kilkugodzinne wizyty na lotnisku to dla niej największa przyjemność i okazja do zaczepiania ludzi. Ale więcej o podróżach z maluchem wkrótce. Tym samym po codziennie zmieniającej się pogodzie w Polsce, wylądowaliśmy w Maroko, w którym wbrew stereotypom wcale nie jest tak ciepło, jak mogłoby się wydawać. Pisząc ten post, siedzę w najcieplejszym swetrze…

  • Love love

    Love love 2018

    Ach, co to był za rok. Najbardziej wyjątkowy ze wszystkich moich 30 lat. Szalony i nieprzewidywalny. Najpiękniejszy i najtrudniejszy zarazem. Niewyobrażalny. Już nigdy nie będzie takiego roku, więc trochę łza mi się w oku kręci. Ale coś jestem przekonana, że… Rok temu na swoim instagramie napisałam: “Drogi 2017, byłeś petardą! Ale coś czuję, że 2018 będzie jeszcze lepszy” Nie pomyliłam się, o nie. Tylko co w takim razie powinnam napisać w tym roku, żeby nie zapeszyć? Styczniowa dziewczyna Nie ma co ukrywać, że zawładnęła nasza dziewczyna tym rokiem i wszystko sobie podporządkowała. Zaczęło się od tego, że styczeń spędziliśmy na czekaniu. A ona uparcie nie zamierzała wychodzić do zimnego świata.…

  • Love love

    Love love – grudzień

    Grudzień minął nam niepostrzeżenie. Jeszcze szybciej niż wcześniejsze 11 miesięcy i aż nie wiem, jak ten fakt skomentować. Odsuwam od siebie myśli, że jeszcze chwila i trzeba zakończyć to urlopowanie się i siedzenie w domu 😉 Póki co planujemy jeszcze wakacje, w związku z tym najmłodsza wyrobiła sobie w grudniu paszport, a my zakupiliśmy bilety. W grudniu nasza dziewczyna rozgadała się na całego i nauczyła bić brawo. Opanowała też nowe pozycje jogi, np. psa z głową w dół. Wykonuje go zawsze i wszędzie, niezależnie czy to kuchenna podłoga, czy wanna. Musi jedynie jeszcze trochę poćwiczyć nad wychodzeniem z pozycji. I nad przemieszczeniem się do przodu, a nie tylko do tyłu.…

  • Love love

    Love love – listopad

    Ten miesiąc zaczął się od spektakularnego dupnięcia naszego życia o grunt, przypieczętowanego równie spektakularnym zgubieniem portfela, który zapewne też zrobił sru o ziemię. Ale co się wydarzyło potem, ach co się wydarzyło potem (kto regularnie czyta bloga, ten wie ;)). Mąż mój ściskał listonosza, ja zalana łzami odtańcowywałam szamański taniec na środku parkingu, a wszystko przez jeden drobny list z urzędu. To był taki miesiąc, w którym nagle pewne rzeczy, które od dawna były w chaosie, zaczęły nagle wskakiwać na swoje miejsce. Jak na przykład wtedy, gdy udaliśmy się na ostatnią już wizytę w urzędzie, wszyscy byli mili, komuś chciało się nie odburknąć, tylko pomaszerować po naszą teczkę do magazynu.…