Pani Córka

3 rzeczy, w które wierzyłam zanim zostałam mamą

Niby człowiek wie, że każde dziecko jest inne. Że już od pierwszych chwil ma jakieś preferencje. Że nie wszystko będzie lubić, a pewne rzeczy polubi do szaleństwa. Niby człowiek wie, że piękne zdjęcia instamatek pokazują tylko bardzo okrojoną rzeczywistość (a czasem i fikcję nawet). Niby wie, a trochę jednak nie wie. I potem się człowiek dziwi najprostszym rzeczom, jako i ja się dziwiłam. Oto przedstawiam Wam 3 mity o dzieciach, w które wierzyłam (tak, możecie się pukać w głowę na mój widok).

Dzieci lubią jazdę wózkiem

W głowie miałam obraz mniej więcej taki: moje dziecko rozkosznie śpi w wózku z zaróżowionymi policzkami. A ja pcham ten wózek jedną ręką, w drugiej trzymając kubek z kawą. Idę, myślę o życiu, albo o niczym nie myślę. Słucham muzyki, słucham śpiewu ptaków albo niczego nie słucham. Czasem przysiądę na ławce, poczytam książkę. I kalorie będę spalać jak szalona spacerując długie godziny i pchając ten wózek. Och, jak bardzo się pomyliłam. Poza tym, że była zima i minęły długie długie dni zanim w ogóle wyszłyśmy na spacer. Poza tym, że nasz super lekki wózek okazał się nie być taki super lekki i jednak nie dało się go znosić z drugiego piętra. Poza tym, że już wyjście do garażu z dzieckiem, które nie jest fanem czapki, ani kombinezonu było dla mnie wyprawą ekstremalną. Poza tym wszystkim, moja córka nie została też fanką spacerów w wózku. Wózek parzył ją w plecy i był najgorszą karą. Świeże powietrze nie poprawiało jej humoru, a szum liści w parku nie relaksował. Zobaczenie mojego dziecka rozkosznie śpiącego w wózku graniczyło z cudem. A nawet jak się przydarzył cud taki, to był mocno limitowany w czasie. Udało się mojej córce zaskoczyć mnie w życiu kilku razy, było to wtedy, gdy na spacerze spała dwie godziny. Człowiek wtedy nie wie, co ma ze sobą zrobić. Boi się odejść zbyt daleko, gdyż nie wiadomo jak długo sielanka potrwa i czy aby na syrenie alarmowej (dosłownie! Jak zaczynała wrzeszczeć, to czekałam, aż ktoś wezwie policję) nie będę biec do domu. A więc drodzy sąsiedzi, gdy widzieliście mnie robiącą setne kółko wokół bloku, wcale wtedy nie oszalałam.

20180425_151441.jpg

Dzieci lubią smoczki

Ha! I znów instagram mnie wystawił 😉 zachwycałam się tymi pięknymi zawieszkami do smoczków i pomstowałam, czemu to cholerstwo tyle kosztuje. Wygrało moje wrodzone skąpstwo i całe szczęście, bo raczej już ominą mnie dylematy, jak odzwyczaić dziecko od smoczka. Okazała się ta moja Kluska przypadkiem beznadziejnym. W szpitalu jeszcze położne wcale niedyskretnie pytały: „Ale smoczka Pani nie chce podać, tak? Bo dziecko ma taki silny odruch ssania”. I wbrew opiniom o zaburzaniu ssania mówiłam, ależ proszę bardzo, tu jest smoczek, niech no tylko Pani ją przekona. Potem przyszła położna środowiskowa i znów ten tekst: „Ale smoczka Pani nie chce podać, tak? Bo jak Pani się dziecko rozedrze na spacerze (wykrakała!), to co Pani zrobi? Wyciągać z wózka będzie?”. No to ja znowu jej smoczek w rękę i proszę namawiać moją córkę. Też się poddała, jako i my. Podjęliśmy jeszcze próbę, jak miała jakieś 3 miesiące. Bardzo jej się spodobała zabawa plucia smoczkiem na odległość.

20180225_102415.jpg

Dzieci lubią spać

Głupio myślałam, przyznaję. Planować coś chciałam, hahaha. A plan był taki, że karmię, przewijam, a potem odkładam małe zawiniątko do łóżeczka. Ona śpi, ja mam czas posprzątać, ugotować, a może i książkę poczytać. Hahaha. Już szpital rozwiał te wątpliwości. Niezależnie od fazy zmęczenia, z zasypianiem należy walczyć. W tym momencie Y. powie Wam, że wdała się w matkę swoją, która to przysypiając na filmie też nigdy nie chce iść się położyć do łóżka, bo przecież wcale nie śpi. Dobrze, może to i moje geny. Meritum tej historii jest jednak takie, że moje słodkie zawiniątko nigdy nie spało całymi dniami, a jak już postanowiło się zdrzemnąć, to co najwyżej na mamie. I matko, nie próbuj się nawet ruszyć!

DSCN0533

Wniosek z tego wszystkiego jest taki, że z dziećmi to nigdy nic nie wiadomo. I że wszystko się zmienia. Od niedawna I. bardzo lubi jeździć w wózku. Gapi się na drzewa, albo po prostu zasypia. Smoczek okazał się świetną zabawką (nadal nie pełni roli smoczka). A sen, ach sen. A na co komu sen? 😉

ps. jak na osobnika gardzącego snem ta moja dziewczyna ma zaskakująco dużo zdjęć w czasie drzemek :O

Ps2. żeby nie przegapić żadnych wpisów, śledźcie nas na facebooku, a więcej nas znajdziecie na instagramie The Barhounes i mrs_barhoun.

No Comments

  • Asia

    Ubawiłam się czytając ten wpis – jakbym widziała siebie, gdy mój synek był malutki. Ani spać nie chciał, ani jeździć wózkiem, a cała kolekcję smoków mogłam sobie wsadzić… 😉 Fajnie napisany blog, będę wracać 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *