Związek (z)mieszany

3 refleksje po wizycie teściów

Kto nas śledzi na facebooku i/lub instagramie (a warto, chodźcie chodźcie), ten wie, że sierpień upłynął nam pod znakiem wizyty teściów. Co prawda zanim przyjechali kosztowało nas to sporo nerwów (ach ta ambasada!), ale było najmilej na świecie. Dzięki tej wizycie wybraliśmy się też na wycieczkę do Krakowa, a i mnie i panu mężowi udało się kilka razy wyskoczyć sam na sam (dobra, tylko załatwiać różne sprawy, ale nawet wyprawa do mechanika może być małą randką, prawda?).

No i niestety, stara prawda i tu nadeszła – wszystko co dobre, szybko się kończy. A wszystko, co się kończy, powoduje u mnie jakieś refleksje i podsumowania. No to proszę, 3 przemyślenia po wizycie teściów:

DSCN1302

LUDZIE SIĘ GAPIĄ

Nie jest tajemnicą, że moja teściowa (jako i cała rodzina) jest muzułmanką. Nie jest też tajemnicą (ba, nie da się tego nawet ukryć), że nosi hijab (dla niewtajemniczonych, to ta chustka na głowie). I ja wiem, że może w Polsce nie spotykamy na każdym kroku muzułmanek zakrywających włosy. I ja wiem, że to budzi zainteresowanie. Ja to wszystko, serio, wiem. Ale czym innym jest zainteresowanie, dyskretne spojrzenie, czy nawet przyjrzenie się, ale z uśmiechem, a czym innym jednak gapienie się jak na ufo. Tak, tak. Przyznam się, że zanim moi teściowie przyjechali, to ja się trochę obawiałam, bo wiem dobrze jaki jest dyskurs publiczny o islamie (a przynajmniej jego duża część). I wiem też, że niestety rasizm na ulicach się zdarza. Więc owszem, obawiałam się, że coś się może wydarzyć. Na szczęście, odpukać, nic złego się nie stało. Ale takiego gapienia się, to przyznaję też, że się nie spodziewałam. Wiecie, idziecie sobie jak nigdy nic do takiego dużego sklepu szwedzkiego na I., gdzie tłumy ludzi i każdy patrzy tylko pod nogi, żeby się nie zdeptać. Ale niech no tylko wejdzie kobieta z zakrytą głową… Cel, patrz! I to nie dzieciaki, czy nastolatki. Nie łysi panowie z orzełkiem na piersi. Nie, to panie 50+, co to pewnie co niedzielę gotują rosół i drepczą do kościoła (a też sobie polecę stereotypem, a co). I nie, że dyskretnie. Pani taka staje na samym środku drogi, odwraca się w naszą stronę i patrzy z szeroko otwartymi oczami. Czekałam, żeby jeszcze jak małe dziecko otworzyła szeroko buzię. I tak było na każdym niemal kroku.

JĘZYKOWE POPLĄTANIE Z POMIESZANIEM

Pamiętacie, jak pisałam o teściowie – niemowie? Nadal podtrzymuję, co wtedy napisałam, że da się komunikować i budować relacje znając język tylko tyci tyci i porozumiewając się na migi. Co prawda musiało ich to strasznie bawić, jak podczas spaceru próbowałam zapytać, czy chcą już wracać, czy jeszcze zrobić kółeczko w parku (to było coś w deseń “Wystarczy, idźmy w dom? Czy park trochę?” połączone z zamaszystą gestykulacją). Mniej mi było do śmiechu, jak przez przypadek oddałam w prezencie swoją najnowszą, tyle co kupioną torebkę 😉

Ale jeszcze póki jesteśmy w takim zestawie osobowym, to pół biedy. Y. tłumaczy mi na angielski, rodzicom na arabski i wszystko się zgadza (może tylko nasze rozmowy trwają trochę dłużej). Ale wyobraźcie sobie, że dochodzą do tego moi rodzice, którzy tylko po polsku. I już mamy z polskiego na angielski, z angielskiego na arabski i w drugą stronę. Trochę to trwało, ale przynajmniej nie było obaw, że zabraknie tematów, bo wieczoru nie starczyło na wszystkie small talki 😀 a tak naprawdę, to tylko czekam aż moja córka będzie na tyle duża, żeby od razu wszystkim tłumaczyć na ich języki (oj biedna, jeszcze nie wie, że będzie chodzącym słownikiem ;)).

DSCN1295

FAJNIE FAJNIE, ALE JUŻ WYSTARCZY

Ostatnia refleksja może być trochę zaskakująca, biorąc pod uwagę wszystko, co do tej pory napisałam o moich teściach. I mam nadzieję, że nie zostanie źle zrozumiana. Naprawdę, ich wizyta była ogromną radością i nie możemy się doczekać, kiedy znowu nas odwiedzą. Ale prawda jest taka, że pod koniec drugiego wspólnego tygodnia nie marzyłam o niczym innym niż o samotnym dniu. No dobra, takim samotnym, że z małą dziewczynką w pakiecie. Moi teściowie to są tacy ludzie, którzy są bezproblemowi. Smakowało im moje jedzenie (a przynajmniej tak mówili), teść nie pozwolił mi ani razu zmyć naczyń i na nic nie narzekali (a przynajmniej ja tego nie rozumiałam, więc jest jednak plus tej nieznajomości języka). I generalnie, co bardzo sobie cenię, to ludzie, którzy się nieproszeni nie wtrącają. O co mi więc chodziło? A no o to, żeby zjeść suchą bułkę na śniadanie, wyciągnąć nogi na kanapie i spędzić dzień na oglądaniu seriali. Tak, tak, nadal pamiętam, że mam małe dziecko w domu. Wiecie, to taka trochę przenośnia. Bo jednak jak ktoś jest, to się jakoś bardziej starasz z jedzeniem (nie żebym się normalnie nie starała, zapytajcie Y. jakie wypasione obiady robię od kilku dni) i z porządkiem i wyszukujesz rozrywek. I nawykłam jednak od lat mieszkać raczej w małym składzie, najbliższych z najbliższych. Marzyłam więc o tej chwili prawie-samotności. Nie przeszkadzało mi to być super smutną, że zaraz wyjeżdżają. No wiem, babie nie dogodzisz.

DSCN1525

BONUS

A to, co chcę Wam napisać na koniec, to w sumie nie jest refleksja powizytowa. Wiedziałam to już wcześniej, ale teraz się tylko w tym upewniłam. Super mieć dziadków blisko! I to jest taka rzecz, że trochę mi przykro, że moja córa ma tych dziadków daleko. Jednych i drugich w sumie, bo i od polskich dziadków dzieli ją 500 kilometrów. Myślę o moim dzieciństwie i o tym, co teraz widziałam i dziadkowie, to jest jednak super sprawa!

DSCN1341

Ps. żeby nie przegapić żadnych wpisów, śledźcie nas na facebooku, a więcej nas znajdziecie na instagramie The Barhounes i mrs_barhoun

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *